środa, 28 sierpnia 2013

Rainbow: Miyavi x Aoi



Tytuł: Rainbow
Paring: Miyavi x Aoi
Rodzaj wpisu: Yaoi

Ostrzeżenia: Scena erotyczna

Od autora: Mam dziś dla Was opowiadanie nad który siedziałam chyba z miesiąc. Chwała temu, że odłączyli Internet i z powodu nudy wzięłam się za pisanie, ponieważ zapewne nigdy bym nie skończyła tego opowiadania. Ostrzegam, że zawiera dużo nieścisłości, więc w niektórych momentach możecie nie zrozumieć o co chodzi. Czekam na komentarze ~

***
Matko boska, jak tu gorąco! Czy oni tu nigdy okien nie otwierają? Można się ugotować! 
Snułem się po korytarzach apartamentowca. Kolejny duszny wieczór spędzony w murach tego cholernego budynku. Jak zawsze kochany Kai musiał wybrać akurat taki hotel w którym nic się ciekawego nie dzieję. Chciałbym żeby ta trasa koncertowa już się skończyła, bo chyba umrę tu z nudów.
– Cześć Aoi! – usłyszałem za sobą czyjś słodki głos. Odwróciłem głowę i zobaczyłem…blondyneczkę. Znowu przylazł mnie tu kusić swoim ciałem. Boże jaki on ładny. Te jego szmatki dodają mu tyle uroku, że nigdy bym mu się nie oparł, nie ważne o co by poprosił. Nóżki zgrabniutkie, pięknie wyeksponowane dzięki tej miniówce, mógłbym je pożreć wzrokiem. Twarzyczka niewinnego aniołka, która aż się prosi o to aby… no nie ważne o co.
– Bouś piękny jak zawsze – wyszeptałem podchodząc do niego i całując malutką dłoń. Jego policzki zaszły rumieńcami, a on sam zachichotał w swój czarowny, dziewczęcy sposób.
-Miły jesteś – odparł i uśmiechną się słodko – Wydajesz się być smutny, czy coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc? – zaproponował spoglądając na mnie z troską. On zawsze martwił się o innych. Odkąd pamiętam taki był.
– Jest taka jedna sprawa w której mógłbyś mi pomóc – szepnąłem cicho spoglądając w jego cudowne czarne oczęta . Przepełnione młodzieńczą pasją, zmieszaną z niepewnością. Kto by mógł się w nich nie zakochać? Mówi się, że oczy to zwierciadło duszy i w tym przypadku to przysłowie jest trafne.
– Aoi czemu tak dziwnie mi się przyglądasz? – spytał piskliwym głosikiem. Ja tylko coś niedbale mruknąłem pod nosem i łapiąc go w tali przyciągnąłem do siebie. Chłopak cicho krzykną i zamkną oczy. Rozejrzałem się w prawo i w lewo, aby sprawdzić czy nikt nie idzie, po czym złączyłem nasze usta w pocałunku. Na początku spotkałem się z niechęcią ze strony Bou, ale szybko stwierdziłem, że mu to nie przeszkadza, ponieważ mnie nie odpycha, ani nie wyrywa się.
Oblizałem dokładnie każde milimetr jego usteczek. Były słodkie i takie miękkie. Kobiece. Poczułem, jak blondynek delikatnie rozchyla wargi, tym samym dając mi pozwolenie, aby popisać się moimi zdolnościami w zakresie całowania. Nawet nie zastanawiając się dłużej, zachłannie wepchnąłem język do buzi Saito'ego. Masowałem językiem jego podniebienie, cały czas zahaczając o język. On delikatnie ssał mojego kolczyka. Słyszałem ciche pomruki zadowolenia które cały czas wydawał. Moja ręka niekontrolowanie powędrowała w stron jego klatki piersiowej. Przyłożyłem dłoń w miejsce gdzie znajdowało się serce. Poczułem jak mocno biję w jego malutkim dziewczęcym ciałku. Ba-dum. Ba-dum. Słychać je coraz wyraźniej. Splotłem nasze palce, przyciskając go do białej ściany, na której wisiał jakiś obraz owoców na półmisku. Ile trwał nasz pocałunek? Nie wiem. Wydawał się być zarazem krótki jak i długi. Względnie można by pomyśleć, że trwał około pięciu minut…
– Aoi… – wyszeptał chłopak z wypiekami na twarzy. W jego oczach nagle zabłysnęły łezki. Czemu? Czy zrobiłem coś nie tak? Głupie pytanie… Wszystko zrobiłem nie tak jak trzeba. Blondynek odepchną mnie i szybko pobiegł w stronę windy. Nacisną przycisk. Chciałem za nim pobiec. Wyjaśnić to wszystko, ale już nie zdarzyłem, ponieważ w tym samym momencie metalowe drzwi zatrzasnęły się, tuż przed moim nosem. W ostatniej chwili udało mi się dostrzec wyraz twarz chłopaka. Nie wiem jak go najtrafniej opisać. Może słowem ‘ból’? Chyba to jest najlepsze określenie. Ból. Dlaczego? Wiem, że nie byłem taktowny, ale jemu się to spodobało, bo przecież odwzajemnił mój pocałunek. Więc w czym rzecz? Nawet nie wiem który numer ma jego pokój, ani nawet na którym piętrze rezyduję. Problem goni problem. Gdy w końcu w jakiś sposób udało mi się okazać moje skryte uczucia, on ode mnie tak po prostu ucieka, nawet nie mówiąc ‘tak’ albo ‘nie’. Tak szczerze to nie ważne co by powiedział i tak nigdy nie przestałbym go kochać. Nie potrafię. Te oczy. Te usta. To ciało. Ta dusza. Czysta i nieskażona nienawiścią. Cały on jest jak Anioł, który tylko czeka na to aby móc odfrunąć na swoich białych, pierzastych skrzydłach w niebiosa. Ja taki nie jestem, dlatego właśnie dziwię się jego postawię. Mimo tego, że zazwyczaj spotyka się z nie miłymi komentarzami na swój temat po prostu śmieje się z tego. Życie jest dla niego beztroską zabawą, ale gdy musi umie postawić na swoim. Jest idealny.
***
Szkarłatny płyn powoli napełniał kryształowy kieliszek. Spojrzałem w stronę Rukiego, trzymającego butelkę jakiegoś włoskiego wina. Jego oczy już częściowo zaszły mgiełką. Ile on już musiał tego wypić zanim tu przyszedłem? Mniejsza z tym.
– Czy teraz wyjaśnisz mi czemu zawdzięczam twoją wizytę – zadał pytanie, odchodząc chwiejnym krokiem w kierunku sofy stojącej naprzeciwko mnie. Usiadł i odchylił głowę do tyłu. Widocznie był już nieźle podpity.
– Nie mogę odwiedzić przyjaciela w jego pokoju? – spytałem, podnoszą do ust naczynie z alkoholem. Uśmiechnąłem się niewinnie i upiłem duży łyk napoju. Był wspaniały. Znakomite lekarstwo na wszelakie udręki.
– Znam cię Aoi, więc nie wmawiaj mi, że przyszedłeś w celach rozrywkowych. Powiedz mi – co cię dręczy? Widać po tobie, że coś jest nie tak – powiedział, również sięgając po swój kieliszek. Jego ręce już drżały. Dziwie się, że jeszcze jest w stanie powiedzieć cokolwiek co ma sens.
– Nie chcę cię obarczać moimi problemami – odpowiedziałem cicho. Odstawiłem szklany kielich i sięgnąłem do kieszeni bluzy po paczkę papierosów. Spojrzałem na niego pytająco, a on tylko pokręcił głową na ‘nie’ .
– Zaraz pewnie przyjdzie Uruha, a on nie lubi jak pachnę nikotyną – oznajmił, a ja westchnąłem i z powrotem schowałem paczuszkę.
– Dobrze wam się układa? – uśmiechną się nieznacznie, czekając na jego odpowiedź.
– Czemu cię to tak naglę interesuję? Ach!.. Już wiem. Sprawy sercowe? Już mi tu mów o co chodzi, albo osobiście cie uduszę. Nie wolno w sobie dusić takich rzeczy – posłał mi gniewne spojrzenie i ponownie sięgną po swój kieliszek.
– Ehh… Tylko nie mów nikomu, albo to ja cię uduszę – ostrzegłem go, co tylko wywołało na jego twarzy złośliwy uśmieszek – Ruki, ja teraz nie żartuję! Jeżeli komukolwiek powiesz to już nie żyjesz!
– Dobra, dobra. Będę milczał jak grób – odpowiedział, widocznie wiedząc, że nie ma ze mną żartów jak się naprawdę wścieknę.
– Kojarzysz może tego młodego chłopaka Bou? Tego z An Cafe – spojrzał na mnie zaciekawiony.
– Jak mogę go nie kojarzyć? Przecież to mój dobry znajomy – odrzekł, a ja wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Jak mogłem zapomnieć o tym, że Taka zna prawie wszystkich po fachu? Głupi ja…
– Zabrzmi to trochę irracjonalnie, ale on ma to coś… Pociąga mnie – wyszeptałem cicho, tak jakbym chciał aby nikt tego nie usłyszał. Mogę sobie go kochać, ale to nadal będzie dziwne i nie zrozumiałe dla innych. Potem tylko go zniesławię, albo co.
– Masz pecha kolego – blondyn wstał z kanapy i podszedł do mnie. Usiadł na moich kolanach i jak gdyby nigdy nic zaczął mi zdejmować bluzę. Widać, że znowu wypił za dużo. Musze się z tego wyplątać i jak najszybciej iść gdziekolwiek dalej od tego perwersyjnego maleństwa.
– Zostaw mnie do cholery! Ja ci się tu zwierzam a ty takie coś? Wiesz, że masz chłopaka? I w ogóle co miałeś namyśli mówiąc, że ‘mam pecha’? – zepchnąłem go z siebie, po czym odsunąłem się na drugi brzeg sofy.
– Jejku, nie znasz się na żartach – zachichotał i poprawił włosy, które całkowicie się potargały, po tym jak go odepchnąłem – Chodziło mi o to, że Bouś już ma swoją drugą połówkę. Kanon mi ostatnio wspominał coś o tym, że Miku i Saitou są razem. Teoretycznie to może być plotka, ale szczerze to kiedyś widziałem jak się obściskiwali na korytarzu. Bezwstydnicy jedni! Rozumiesz? Ludzie się na nich centralnie patrzą, a oni jak gdy nigdy nic zachowują się ja niewychowane nastolatki – chłopaka usiadł po ‘turecku’ i zabawnie przekręcił głowę w lewą stronę. Ruki zawsze jest taki uroczy i w ogóle, ale nie dorównuję nawet w najmniejszym stopniu przepięknemu gitarzyście zespołu An Cafe. Tak szczerze przyznam, że aż tak bardzo mnie nie zdziwiło to co powiedział. Przyjąłem to spokojnie, tylko dlatego, że przyswojony przeze mnie alkohol powoli zaczął wprowadzać mnie w stan potocznie zwanym ‘upiciem się’. Teraz już wiem czemu Saitou uciekł. Zapewne znalazł już sobie swoja bratnią duszę. Miku… To chyba ten co śpiewa u nich na wokalu. Nie znam go dobrze, jedynie kojarzę z widzenia, aczkolwiek za to, że podwędził mi ukochanego już go nienawidzę. Wychodzi na to, że nie mogę być z kimś kogo kocham. Czemu zawsze tak to się kończy? Przy takich układach zostanę starą panną z kotami. One jedyne ode mnie nie uciekną. Nie będą miały wyboru…
– Aoi jeżeli już pozbyłeś się wszelkich ograniczających twoją główkę problemów, to czy z łaski swojej mógłbyś mnie pocałować? Tak tylko trochę – wybełkotał Ruks, który w niewiadomy sposób ponownie znalazł się prawie, że na moich kolanach. Oblizał ponętnie usta i spojrzał na mnie kokieteryjnie.
– Za dużo alkoholu kochanie. Do zobaczenia! – wstałem z miejsca, i odszedłem zrezygnowany w kierunku wyjścia. Nacisnąłem klamkę, otwierając z rozmachem drzwi i w tym samym, momencie usłyszałem ciche ‘Ałł’. Wyrwany z zamyśleń podniosłem głowę do góry i zauważyłem we własnej osobie Saito’ego. Wyglądał na przygnębionego.
– Cześć – przywitał mnie beznamiętnym tonem głosu. Na jego szczupłej twarzyczce nie było tego słodkiego uśmiechu. Wyglądał na zakłopotanego i mogę nawet rzec zniesmaczonego moim widokiem. Nie dziwie mu się… Sam gdy patrzę w lustro jestem dosyć sceptycznie nastawiony na mój wygląd. To przez te włosy. Coś z nimi jest nie halo. Musze to koniecznie zmienić. No ale teraz nie o tym. Ja tu go przeprosić muszę, a nie przejmować się moimi kompleksami.
– Bou ja przepraszam za tamto… – zacząłem szeptem, ale on tylko parskną i spojrzał na mnie jakby z nienawiścią.
– Przepraszasz mnie? Wiesz trochę za późno na te przeprosiny. W ogóle co cię wtedy naszło? – spytał mrużąc oczy.
– Czy to ważne? – odpowiedziałem, wpatrując się prosto w jego cudne wielkie czarne oczy. Po co mam mu mówić, że jestem w nim zakochany, skoro ma już swojego ukochanego? Mógłby mnie jeszcze bardziej znienawidzić.
Jeżeli miałby taką szanse chciałbym zostać chociaż jego przyjacielem. Najlepszym. Na dobre i na złe. Być blisko jego ciała. Wdychać cudowną woń jego perfum. Dotykać. Cokolwiek, tylko żeby widzieć ten słodki uśmiech.
– Nie chcesz mówić to nie mów. Jest tam może Ruki? Chciałbym nim pogadać – spytał oschle, spoglądając w głąb apartamentu Takanoriego.
– Aoi wracaj mi tu! Jeszcze z tobą nie skończyłem! – do moich uszy doszedł krzyk blondyna. Zarumieniłem się i spuściłem głowę, zatrzaskując drzwi lewą nogą
– Jeśli chcesz wyjść cało, to ja bym radził ci tam teraz nie wchodzić. Znowu się upił – ostrzegłem go, a on tylko westchną i chciał już odejść. Pod wpływem impulsu złapałem go za szczupłą rękę i przyciągnąłem do siebie.
– C-co ty znowu robisz?! Zostaw mnie! – pisną cicho, próbował się wyrwać. Nie był super silną osobą, więc z łatwością udał mi się go utrzymać. Co tu teraz robić? Trzymam go wbrew woli. Nic na to nie poradzę, że najpierw robię, a potem myślę.
– Cicho cukiereczku, nic ci nie zrobię – wyszeptałem mu do ucha, zahaczając o nie językiem. Zaczął się jeszcze bardziej motać, a ja nadal nie wiedziałem co mam teraz robić. Czemu muszę być taki głupi?
– Aoi?! Co ty mu do cholery robisz! – usłyszałem głos Uruhy, zmierzającego zapewne do pokoju Ruki’ego. Spojrzałem na niego z zawstydzeniem i rozluźniłem uścisk. Bou w tym samym momencie wyrwał się i odskoczył ode mnie.
– Jesteś okropny! Zostaw mnie wreszcie w spokoju! – krzyknął ze łzami w oczach i pobiegł w kierunku tej samej windy co poprzedniego dnia. Upadłem na kolana i walnąłem pięściami o podłogę. Dlaczego? Dlaczego musi być tak a nie inaczej? Kochać znaczy dawać, a nie brać. Nigdy nie przestrzegałem tej zasady, dlatego właśnie wszystkie moje związki kończy się jednakowo. Porażką. Chcę się zmienić, tylko niech ktoś da mi na to szansę.
– Uspokój się Yuu. Wszystko będzie dobrze. Nie rozklejaj się teraz – usłyszałem cichy szept szatyna, który klękną obok mnie.
– Co tam się dzieję! Jeżeli tam jeszcze jesteś Aoi to wiedz, że mi się nie wywiniesz! Dopadnę cię jutro i już mi nie uciekniesz! – stłumiony przez ściany krzyk wokalisty rozbrzmiał po korytarzu. Kou spojrzał w stronę drzwi po czym posłał mi pytające spojrzenie.
– Upił się – opowiedziałem krótko. Uruś westchną i pogładził mnie czulę po głowię.
– Idź się połóż Aoi. Ja muszę iść do tego dzieciaka. Taki mały, a tyle zamieszania robi dookoła – szepnął mi do ucha i wszedł do pokoju blondynka. Wstałem z posadzki i otarłem łzy, które napłynęły mi do oczu. Usłyszałem rozbawiony głos mówiący coś takiego:
– Jej! Kochanie wreszcie przyszedłeś! Myślałem, że jednorożce cie zjadły! Nigdy więcej nie chodzi po tęczy be zemnie, dobrze? – mimowolnie się uśmiechnąłem wiedząc jak musi wyglądać teraz twarz gitarzysty. Jak maleństwo się upiję, to zaczyna szaleć i pleść głupoty. Ciekawe jak tych dwóch ze sobą wytrzymuje? Można by powiedzieć, że są swoimi przeciwieństwami, a jednak dogadują się tak dobrze. Zazdroszczę im tej miłości…
***
Kolejny dzień, przepełniony beznamiętną ciszą. Nie słyszałem tego śmiechu już tak długo. Gdzie on się ukrywa? Widziałem go ostatnio pryz basenie. Opalał się w seksownym, skąpym stroju. Jego ciało jest takie ponętne. Nie podszedłem do niego, bo nie chciałem aby jeszcze bardziej się na mnie wściekł. Znając moje rozumowanie, zrobiłbym coś głupiego. Nie chcę zachowywać się jak spragniony żądzy debil. Nie przy nim.
Stuk. Puk. Stuk. Puk. Kto tam? Czy mam otworzyć? Nie ma ochoty się z nikim widzieć, ale to by było niedojrzałe gdybym udał, że mnie nie ma. Wszystko jest taki trudne. Życie. Miłość. Praca. Zaczynam wariować przez to wszystko. Nie ważne.
– A-aoi, czy jesteś tam? – cichutki głosik wymówił moje imię. Dreszcz. Moment w którym wszystko się układa? Czy to już teraz? Tak szybko?
– Wejdź, jest otwarte – odkrzyknąłem podekscytowany. Do pokoiku hotelowego wszedł On. Jak zawsze idealnie umalowany z piękna fryzurą i w słodkich ciuszkach. Gdy tylko mnie zobaczył spuścił lekko głowę .
– Cześć – odezwał się pierwszy, wyraźnie speszony moim wzrokiem. Czy to moja wina, że nie mogę się powstrzymać od wpatrywania się jego cudne oczy? Jego cudne czarne oczy…
– Pięknie wyglądasz – odpowiedziałem na jego powitanie. Czemu ja mu to właściwie mówię? Nigdy mnie nie zachce. Zarumienił się i przymkną oczy. Widać, że jest przestraszony – Czemu zawdzięczam twoją wizytę – spytałam po chwili. Młody uśmiechał się, wiedząc, że nie zamierzam zrobić mu nic złego. Finezyjnymi ruchami podszedł w moją stronę i usiadł z gracja obok mnie na czerwonej sofie.
– Martwię się o ciebie. Ostano strasznie schudłeś i zrobiłeś się jakiś taki blady – szepną, bawiąc się frędzelkiem zwisającym z mojej szarej bluzy. Taki uroczy. Aż się prosi o to aby to pocałować.
– Nie martw się o mnie. Nic mi nie jest. Nie licząc złamanego serca – ostatnie zdanie wyszeptałem, ale musiał je usłyszeć, bo zabrał ręce i powrotem spuścił głowę.
– Wiesz o tym, że nie mogę z tobą być? Lubię cię, ale nie chce być dla ciebie nikim więc jak tylko przyjacielem. Wybacz mi Yuu – szepnął, a z moich oczu w tej samej chwili pociekły słone łzy. Co odzwierciedlały? Na pewno mój ból i rozpacz. Łudziłem się, że może w jakiś sposób uda mi się zdobyć jego serce. Sądziłem, że chociaż spróbuje mnie pokochać. Mój tok myślenia jest dosyć oryginalny, bo uważam, że takie rzeczy zawsze mogą skończyć się szczęśliwie. Nie jestem w bajce, więc wszystko na nic. Moje starania, próby okazywania uczuć. To szara rzeczywistość.
– Czemu mi to robisz Bou? Ja cię kocham – wymamrotałem, ocierając rękawem kryształowe kropelki. Gdzie moja tęcza? Ta która zawsze jest po deszczu… Mama mi mówiła, że po każdej ulewie niebo rozjaśnia się siedmioma kolorami, dając upust smutkowi. Ja tymczasem widzę jedynie błyskawicę i grzmoty.
– Wybacz mi…Mam już kogoś – nie wytrzymałem. Musiałem go przytulić. Chociażby po to aby poczuć blisko jego ciała. Usłyszeć to niespokojne bicie serca. Objąłem go ramionami. Nie protestował. Również mnie objął. Litował się nade mną, ale szczerzę to nie ważne. Chciałem go tylko dotknąć. Może i ten ostatni raz.
– Do zobaczenia Aoi – powiedział cicho, odrywając się ode mnie. Odszedł w stronę drzwi. Kołysał delikatnie biodrami. W prawo i w lewo. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Spływała wolno. Zawsze tak jest. Kiedy myślę, że wszystko będzie dobrze, kończy się to właśnie tak.
– Siemasz Bouś! Uch… Jak ty jesteś piękny, gdybyś nie miał chłopaka zaopiekowałbym się tobą – usłyszałem znajomy głos i westchnąłem. Znowu on. Kolejny człowiek, który pragnie zrujnować moje prawie idealne życie. Chyba mam magnes na takie osoby. Wziąłem jakiś koc leżący na oparciu i się nim zakryłem. Jak bezbronne dziecko, pozbawione ulubionej zabawki. Na marginesie to chyba tylko ja nie wiedziałem, że Saitou ma chłopaka… Zawsze ja się ostatni o wszystkim dowiaduję.
– Aoś! Gdzie ty się tam ukrywasz? Nawet się ze mną nie przywitasz? – chłopak brutalnie zdarł ze mnie okrycie i usiadł mi na kolanach, łapiąc w pasie. Pocałował mnie w czoło i standardowo się uśmiechną.
– Myv co ty znowu odwalasz? Nie jestem w nastroju – odpowiedziałem i z powrotem schowałem się pod koc, wcześniej zrzucając z kolan Takamase. Usłyszałem jego ciche westchnięcie. Już po chwili wpełzł po materiał i położył głowę na moich kolanach.
– Ojejku, co się stało? Jesteś strasznie smutny – szepną, widząc moje łzy. Czemu płakałem? Bo ten głupek przypominał mi mojego małego Bou. Jego uśmiech prawie dorównywał uśmiechowi blondynka. Tacy podobni, a jednak różni.
– Czemu życie jest takie beznadziejne? – spytałem go. Jego twarz przybrała wyraz zmieszania. Jako, że położył głowę na moich kolanach, już po chwili wylądowało na niej kilka kropel słonych łez. Wszystko jest takie szare. Nie mogę kochać, bo nie mam kogo.
– Coś za bardzo dramatyzujesz – zachichotał i otarł z policzków kryształowe krople.
– Co ty możesz wiedzieć o problemach miłosnych…Jesteś zawsze taki super radosny – powiedziałem, a w tej samej chwili Mev gwałtownie podniósł głowę i pocałował mnie prosto w usta. Nie protestowałem. Potrzebowałem czułości, choćby i od niego. Rozchyliłem lekko wargi i w tej samej chwili chłopak wepchną mi język do ust. Dokładnie penetrował moją jamę ustną. Nasza pozycja szybko się zmieniła w taki sposób, że ja leżałem na kanapie, a on okrakiem na moich biodrach. Pocałunek trwał nieprzerwanie. Nasze języki ocierały się o siebie nawzajem, spawając, że mogłem idealnie poczuć smak czegoś słodkiego. Czekolada. Tak on ją tak bardzo wielbi.
Oderwaliśmy się od siebie nieśpiesznie. Zaczerpnąłem głęboki oddech i spojrzałem na niego. Uśmiechał się słodko i przekręcał zabawnie głowę w lewa stronę.
– Nie znam się na sprawach miłosnych? – spytał podnosząc jedną brew do góry.
– Przestań! Co cię napadło?! – warknąłem i wstałem z sofy. Skierowałem się w kierunku dużego łóżka i wskoczyłem na nie, dokładnie okrywając się kołdrą w białej poszewce.
– No co ty? Gdzie jest mój kochany Yuu, który ma wszystko gdzieś? –westchną, i równie szybko co ja znalazł się na materacu. Czułem na twarzy jego gorący oddech. Psuć każdy potrafi, ale żeby potem naprawić to nie ma kto. Weźmy na przykład takiego Myva. Robi każdemu nadzieję, a potem odchodzi jak gdyby nigdy nic. Pamiętam jak Maya przychodził do mnie wypłakiwać się po tym jak ten szajbus go zostawił. Ten człowiek ma trudny charakter…
– Powiedz mi – jak ty to robisz, ze zawsze jesteś zadowolony ze wszystkiego? – naplotłem na palec kosmyk jego włosów. One są takie piękne. Tęczowe.
– Cieszę się z każdej minuty życia, nie zważając na to co się stanie – wyszeptał prostu do mojego ucha. Jego ręce oplotły mój tors. Zaczął delikatnie całować mnie po twarzy, zjeżdżając na szyję, gdzie zostawił kilka małych czerwonych punkcików. Włożył rękę pod moje ubranie i lekko przejechał swoimi smukłymi palcami po karku. Podrapał mnie czule po plecach, sprawiając, że moje ciało zaczęło dziwnie reagować. Powoli wchodziłem w stan zwany podnieceniem.
– C-co ty niby robisz – zapytałem, powstrzymując ciche westchnienia.
– Dzielę się z tobą jedną z najlepszych chwil – odparł i uśmiechną się ciepło. Nawet nie wiem kiedy udało mu się zsunąć ze mnie bluzkę. Ponownie pocałował mnie w policzek, zjeżdżając coraz niżej i niżej. Zataczał językiem skomplikowane wzory, pozostawiając na mnie swoja ślinę. . Mógłbym go poprosić aby przestał, ale tego nie zrobię, bo chcę tego, można nawet powiedzieć, że pragnę. `
– P-pójdę zamknąć drzwi – wyjęczałem, czując jak jego ręka ociera się o moje krocze. Skiną lekko głową i mnie puścił. Wstałem i prawie nagi ruszyłem w kierunku wejścia do pokoju. Przekręciłem malutki kluczyk w zamku i westchnąłem. Chcę się trochę od stresować, ale nie wiem czy to najlepszy pomysł aby zrobić to akurat z nim. Nie boje się tego co będzie teraz, ale obawiam się tego co będzie potem. Za tydzień, za dwa… Chwilowo może i będzie ‘fajnie’ ale kto potem będzie leczył moje złamane serce? Spojrzałem w kierunku Takamasy. Leżał prawię rozebrany wśród swoich ciuchów, podpierając głowę rękami i wymachują nogami w powietrzu. Patrzał na mnie bez krępacji. Na moje roznegliżowane ciało. Pożerał wzrokiem każdą jego część. Zarumieniłem się lekko i spuściłem głowę. Usłyszałem cichy chichot.
– Nie znałem ci od tej strony Aoś. Zawsze myślałem, że nie wstydzisz się niczego, a tu taka niespodzianka. Nie martw się przecież to tylko ja – twój wkurzający Mev – ruchem ręki przywołał mnie do siebie. Wróciłem na posłanie i nie musiałem czekać długo na to aby moje spodnie razem z bokserkami zostały bestialsko zdjęte z nóg. Ręce solisty zaczęły obmacywać moją męskość, sprawiając, że z moich ust wydobywał się jęki zadowolenia. Krew zaczęła spływać do przyrodzenia, sprawiając, że szybko stanęła na baczność. Nawet nie musiał starać. To taki zawstydzające. Najgorsze jest to, ze jeszcze nigdy nie robiłem tego z chłopakiem. Wszystkie moje związki kończyły się na słodkich słówkach i pocałunkach, ale nigdy na intymnym zbliżeniu. Dopiero teraz, tak naglę znalazłem kogoś komu mogę…zaufać? Co ja mówię, na tym człowieku nie da się polegać, zbyt łatwo się rozprasza. Chodzi mi raczej o to, że wydaje mi się kimś więcej niż przyjacielem, ale kimś mniej niż kochankiem. Jest tak pomiędzy. Moje uczucia w stosunku do jego osoby są strasznie skomplikowane. Nie wiem kim on właściwie dla mnie jest. Nie czuje do niego takiego pociągu jak do Bou, ale kiedy jest blisko potrafi sprawić, że moje zmysły szaleją. Sam już nie wiem.
– Kochanie nie śpij bo cię ukradną, a ja lubię bawić się w złodzieja – pogładził moje podbrzusze, sprawiając, że przeszedł mnie przyjemny dreszcz. On wszystko umie obróci w żart.
– Czemu ty właściwie chcesz to ze mną zrobić? – spytałem ściszonym głosem.
– Bo jesteś dla mnie kimś ważnym, czy to wystarczy? – padła odpowiedzi, a ja oniemiałem. Co to niby ma znaczyć? Podkochuję się we mnie czy, że jak?
– O czym ty mówisz? – wymruczałem czując, jak jego język dotyka czubka mojej męskości. Ponownie przeszedł mnie dreszcz.
– Kocham cię – odrzekł i obdarzył mnie zachęcającym spojrzeniem, po czym wziął do ust moje przyrodzenie. Zacisną na nim mocno wargi, sprawiając, że głośno jęknąłem. Tak mi dobrze. Zaczął wolno poruszać głową, biorąc mnie coraz głębiej. Cały czas patrzył mi prosto w oczy, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Moje całe ciało przechodziły dreszcze. Nie musiał długo mnie pieścić, ponieważ jestem dosyć wyczulony na takie rzeczy. Chłopak widocznie czując, że jestem już blisko, zwolnił ruchy głowy. Chciał mnie zdenerwować, przecież to wiem. Nieświadomie wypychałem biodra w przód tylko po to aby móc doznać więcej przyjemności. Spojrzałem w jego oczy. Czaiła się w nich to irytująca iskierka, obwieszczająca, że to będzie długi wieczór, a może nawet i noc.
– Co jest z Tobą? No dalej! – wyjęczałem, czekają, aż z łaski swojej z powrotem weźmie się do roboty. Nie musiałem czekać długo na jego reakcje, ponieważ już po chwili zaczął ssać i delikatnie podgryzać mojego członka. Tym razem nawet nie zdarzył drugi raz przerwać, bo od razu wytrysnąłem prosto w jego usta. Zarumieniłem się i odwróciłem od niego wzrok.
– W-wybacz – szepnąłem, nabierając coraz widoczniejszych rumieńców.
– Aośu za ty mnie niby przepraszasz? Taka sperma to lepsza niż krem* – uśmiechną się ciepło, wcześniej połknąwszy ciecz.
– Och…w takim razie nie przepraszam – odpowiedziałem, próbując wyrównać przyśpieszony oddech. Chłopak położył podbródek na moim brzuchu.. W jego kąciku ust, było jeszcze trochę białej substancji. Otarłem ją palcem, po czym wziąłem do ust. Chciałem spróbować go sprowokować. Tak chociaż trochę.
– Mhm…Odwrócisz się? – spytał, a na jego twarz wdarł się szeroki uśmieszek. Tak, właśnie o to mi chodziło. Jakoś tak nagle zrobiło się ciekawie. Ciekawy czy jakbym teraz trochę się z nim podroczył to potem byłby dla mnie ostrzejszy? Warto zaryzykować, głównie dla tego, że mam ochotę na coś mocnego. Matko, jeszcze się okaże, że ja jestem jakimś masochistą, czy czymś takim. Dobra, nie ważne. Eh… Wiem co zrobię. Oryginalny pomysł ukrycia się pod kołdrą zawsze działa. Zresztą tak mi się wydaję, bo nigdy nie próbowałem. Powolutku cofnąłem się w kierunku materiału, którym chciałem się okryć, ale w tej samej chwili poczułem jak chłopak łapię mnie za rękę.
-Gdzie ty się wybierasz, co? Ja się za tobą nie będę ganiał po całym łóżku. Ja na to za stary jestem. – przygniótł całym swoim ciężarem, rozsiadając się na moich biodrach. Jęknąłem cicho gdy tylko poczułem jak jego ręka zawędrowała w okolice moich pośladków. Muskał opuszkami palców wrażliwą skórę, doprowadzając mnie do szaleństwa. Nie wiem gdzie on się tego nauczył, ale podoba mi się gdy tak robi.
– Ty…ty…ty…co ty robisz? Zresztą nie ważne, rób to szybciej – mruknąłem czując, jak jego palec powoli zagłębia się w moje wnętrze. Tak na marginesie, żeby nie było powiem, że wcześniej dokładnie go obślinił.
– Nie masz czasami takiego wrażenie, że wszystko ta jest zwykły sen? – spytał nagle, nie przestając mnie pieścić. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć włożył we mnie drugi palec, patrząc mi prosto w oczy. Jęknąłem cicho, ale starałem się udawać, że to nic takiego. Po co mam pokazywać, że jestem łatwy do podniecenia? Potem będzie mi dokuczał z tego powodu, a tego raczej nie chcę.
– Ja-jak dla mnie to koszmar – odparłem spokojnie, przymykając oczy. Chłopak zaczął wolno poruszać palcami. Ziewną przy tym przeciągle, a z jego oczu poleciało kilka łez oznajmiających zmęczenie. Spojrzałem na niego ze zdziwieniem – Mev czy ciebie to aż tak nudzi? – zadałem pytanie, nieco przygnębiony faktem, iż nie mogę dostarczyć mu odpowiednich wrażeń, które sprawiłyby, że nigdy nie zapomniałby tej nocy. Widocznie nie jestem dla niego wystarczająco dobry…
– Co? Ach, nie… Jestem okropnie zmęczony. Mam teraz do groma prób, tak jak zazwyczaj to bywa przed koncertami. Wybacz, już nie będę się tak zachowywać – szepnął i drugą ręką pogładził skórę na moich udach. Zadrżałem i odchyliłem głowę do tyłu. Nadal będąc w moim ciele, przekręcił mnie na brzuch po czym położył się na moich plecach. Jak on to zrobił? Nie wiem, bo akurat miałem zamknięte oczy. Wyją ze mnie palce i szybkim ruchem podłożył mi pod brzuch poduszkę.
– Miyavi weź się już nie obijaj i działaj, bo podnieci łato było, ale żeby teraz zaspokoić to nie ma kto – wymruczałem, niespokojnie poruszając biodrami.
– Co ci się tak spiesz, co? Jest dopiero dwudziesta pierwsza godzina – szepnął, ale spełnił moją prośbę i już po chwili wszedł we mnie. Nie jest najsubtelniejszą osobą, ale w końcu o to mi chodziło czyż nie?
– Słabo ci to idzie – jęknąłem, próbując go jeszcze bardziej zirytować. Niech wie, że ja nie dam się zaspokoić kilkoma pchnięciami. Mimo to, że jest w tym trochę prawdy. No, w każdym razie nie musi wiedzieć.
Usłyszałem ciche prychnięcie, a już po chwili poczułem fale rozkoszy obejmującą całe moje ciało. Jego ruchy stały się pewne i mogę nawet powiedzieć, że bardziej brutalne, niż bym tego chciał. Nawet nie próbowałem powstrzymać krzyków wydobywających się z moich ust. Odbijały się echem po pokoju, tylko po to aby zaraz potem zamilknąć. Czułem jak chłopak wbija się w moje ciało coraz agresywniej. Bolało, ale to właśnie było najlepsze. Mogłem zapomnieć o wszystkim i rozkoszować się tym wspaniałym uczuciem, które wypełniało mnie całego.
– Mocniej… Proszę – wymruczałem, czując niedosyt. Nigdy nie sądziłem, że takie coś mi się spodoba. Wspaniale. Teraz do szczęścia brakuje mi tylko kogoś kogo będę mógł pokochać.
– Chyba sobie … ża-rtujesz? Jesteś… za ciasny na takie coś – wysapał z przerywnikami. Jak zawsze to ze mną jest coś nie tak. Wiem, że coś jest nie tak z moją fryzurą, ale przecież reszta jest chyba w porządku. Jestem najładniejszy z naszego zespołu, więc nikt mi nie wmówi, że jestem brzydki. Nawet fani to potwierdzą.
– Myv, b-bo jeszcze po-myślę s…sobie, że po – po prostu boisz się sprawić mi trochę b-bólu – jęknąłem głośno i pokręciłem biodrami, domagając się więcej.
– Tylko, że to prawda – odpowiedział o dziwno spokojnie i właśnie w tym samym czasie doszedł w moim wnętrzu. Poczułem jak po moich udach stróżkami spływa gorąca substancja. Zmęczony chłopak opadł na miejsce obok mnie i zaczerpnął głęboki oddech – Jesteś wspaniały Yuu – wyszeptał, całując mnie w kark. Westchnąłem cicho i przewróciłem się na plecy.
– Dzięki, ty też jesteś niezły – wydyszałem, próbując wyrównać przyspieszony oddech.
– Kocham cię – właśnie te słowa przerwały ciszę, która powoli stawała się uciążliwa. Zadrżałem i spojrzałem na chłopaka, on zaś wpatrywał się w biały sufit, zupełnie jakby rzecz, którą mi przed chwilą oznajmił nic nie znaczyła.
– Przestań to powtarzać. Przecież wiem, że nie mówisz tego szczerzę – odrzekłem z obojętnością i przymknąłem oczy. Tu zawsze było gorąco, ale teraz jest jak w piecu. Od kiedy niby ta temperatura się tak zmieniła? Zaczęli palić w piecach, czy, ze jak? Jest środek lata do cholery.
– Czemu sugerujesz, że kłamię? – spytał, spoglądając na mnie. Na jego czole nadal było widać kropelki potu, które wolno spływały na rumiane policzki.
– Bo pamiętam jak potraktowałeś Maye. Wiedziałeś, że on do mnie przychodził się wypłakiwać? Powiedział, że wywaliłeś go z domu jak psa – odpowiedziałem pogardliwie. Miyavi podkurczył nogi i schował głowę w kolanach.
– Wspominał o czymś jeszcze? – spytał cicho szlochając. Co znowu nie tak? Stwierdziłem tylko przykre fakty, a on zaczął ryczeć, zupełnie jakbym powiedział, że umarł ktoś bliski jego osobie. Nic już nie rozumiem.
– Nie – odpowiedziałem krótko i złapałem go za ramię – Cicho, już dobrze. Nie płacz Mev. Ile ty masz lat, pięć? Przecież nic się nie stało – wyszeptałem, próbując go uspokoić. Szloch przerodził się w głośny płacz. Łzy lały się litrami z jego czarnych oczu, sprawiając, że zrobiły się szkliste.
– On-n mi nisz-niszczy życie – powiedział dosyć niewyraźnie – Czy, czy w-wiesz cz-czemu go wyrzuciłem z d-domu? – zadał pytanie i podniósł głowę do góry, spoglądając w moje oczy.
– Nie wiem – odrzekłem lakonicznie, nadal trzymając dłoń na jego ramieniu. Drugą ręką obejmowałem go w tali.
– Miku – odparł krótko i zaczął jeszcze głośniej płakać.
– Miku z An Cafe? – spytałem zdziwiony – No i co z nim?
– Maya się z nim przespał i to jeszcze w naszym mieszkaniu. Rozumiesz? W naszym wspólnym łóżku, które kupowałem z myślą o nas. Jak ja niby miałem mu w oczy spojrzeć, co? Wyrzuciłem ich z domu obu. Potem jeszcze ten przeklęty Ahikaru błagał mnie na kolanach żebym nic nie mówił Bou. Nawet nie zamierzałem tego zrobić i to z jednego powodu – nie chciałem niszczyć Saito’emu życia. Czemu niby przez to, że ta niewdzięczna świnia sypia z innymi na boku, akurat to on ma cierpieć. Dopóki się nie dowie wszystko będzie dobrze. Niewiedza jest o wiele lepsza. Wiesz jaki on jest wrażliwy prawda? – wyszlochał, a mnie dosłownie zatkało. Maya zdradził Miyaviego? Ale… ale jak to? Przecież przed nami robił z siebie wielkiego męczennika, a tak naprawdę to on był wszystkiemu winny? Cała jego opowieść o tym jak to Takamasa na niego nawrzeszczał i mało tego pobił, była wyssana z palca? Wiem, że równie dobrze to Mev może kłamać, ale jakoś mi to do niego nie pasuje. Jeszcze nigdy mnie nie okłamał. Zaraz… Czyli jeśli nie ma w zwyczaju mówić nie prawdy to może i z tym, że mnie kocha to prawda? Nie wiem już w co mam wierzyć, ale zdaje mi się, że powinienem chociaż spróbować odwzajemnić jego uczucia. W końcu to ja narobiłem mu nadziei.
– Przestań ryczeć i mnie posłuchaj. Ja nie wiem czy cię kocham, ale chcę się tego dowiedzieć, więc na chwile obecną możemy zostać… mhm… parą – szepnąłem mu do ucha i przyciągnąłem do siebie. Wydaje się być człowiekiem opanowanym i spokojnym, ale jak przyjdzie co do czego to okropnie się rozkleja. Ma humorki zupełnie jak kobieta w ciąży. Taki chłopak to tylko samo problem będzie przynosił, no ale czemu mam niby nie spróbować. Jeśli zdarzyłem już się z nim przespać to nic gorszego mnie nie spotka. Prawda?
– Jejku! Dziękuje, dziękuje, dziękuję! – wrzasnął i rzucił mi się na szyję. Obcałował chyba moją całą twarz, przy okazji ją również obśliniając. Tak… Uroczy jest – Tylko nie mów Bouśowi o tym całym zajściu z Mayą, dobrze? – spytał po chwili. Zawahałem się, ale i tak pokręciłem głowa na ‘tak’. Ja nie mam serca mówić tej delikatnej istotce o takich rzeczach. Niech zrobi to ktoś inny. Na pewno nie ja.
– Czyli teraz jesteśmy razem, tak? – zadał pytanie, a ja przytaknąłem – Poczekaj chwilkę – chłopak sięgnął po swoje spodnie z których wyjął komórkę. Usiadł ‘po turecku’ i wybrał jakiś numer. Wziął na głośno mówiący i już po chwili usłyszałem kobiecy głosik.
– Halo? Czy to ty kochanie? – sądząc po głosie kobieta mogła mieć około pięćdziesięciu lat.
– Mamusia? Tak to ja Taka. Pamiętasz jak wczoraj kazałaś mi sobie kogoś znaleźć? Wiesz, posłuchałem twojej rady – Mev powiedział do słuchawki, leżącej teraz na łóżku. Czyli to jest mama Miyaviego? Czy to dziecko szczęścia zamierza powiedzieć o nas swoim rodzicom? Wiem, że on nie do końca kontaktuję z rzeczywistością, ale czasem to już przesadza. Nie mam nic przeciwko temu, że chce się pochwalić, ale no jakoś to mi się to tak trochę nie podoba.
– Co?! Wiesz jak się cieszę? Powiedz, ładna jest? Czy ma bogatych rodziców? Umie gotować? Zadba o ciebie należycie? – zachwycona matka zaczęła zadawać multum pytań, na które widocznie chłopak nie potrafił odpowiedzieć, więc uśmiechną się wrednie i spojrzał na mnie.
– Sama go zapytaj – odrzekł po chwili i podsuną mi pod nos telefon.
– Kochanie, chyba mi nie powiesz, ze to kolejny chłopak, prawda? Znowu będziesz mi wył do słuchawki, tak jak wtedy gdy ten cały super Maya zostawił cię na pastwę losu? – kobieta westchnęła ciężko.
– Halo? D-dzień dobry – zacząłem drżącym głosem.
– Ach! Czy to ty jesteś tą nową zdobyczą mojego synka? Jak się nazywasz kochanie?
– Yuu proszę pani – spojrzałem na chłopaka, który szeroko się uśmiechał.
– Powiedz – umiesz gotować? – spytała po chwili ciszy.
– Eh… Tak troszeczkę. Mój kolega z zespoły na pewno mnie nauczy coś tam pichcić, jeśli go poproszę. Jest wspaniałym kucharzem – odpowiedziałem, przypominając sobie ten pyszny tort czekoladowy, który Kai upiekł dwa tygodnie temu. Nie dość, że jest wspaniałym liderem, to jeszcze umie doskonale gotować. Też bym chciał mieć tak dużo talentów co on.
– Jesteś ładny?
– Czy jestem ładny? Um… no chyba tak. Nie wiem. Dla siebie zawsze będę najpiękniejszy – zarumieniłem się lekko. Do moich uszu doszedł cichy chichot chłopaka, który próbował powstrzymać śmiech. Co w tym śmiesznego? To prawda.
– Tak poza tym to umiesz zaopiekować się moim ukochanym synkiem? Jest okropnie roztrzepany i ciągle potrzebuje kogoś kto się nim zajmie.
– Maaaaamo! Wstyd mi robisz – Mev zawył do słuchawki i przewrócił oczami – Przyjedziemy do was w niedzielę na obiad, to zdążysz się go wypytać o wszystkie rzeczy. Na razie muszę kończyć bo mam… Eee… słabą baterię. Tak właśnie. Telefon mi siada. Do zobaczenia – pożegnał się i rozłączył. Na jego policzkach pojawiły się widoczne wypieki. Czyżby się zawstydził? Jakież to uroczę – Em… Wybacz mi skarbię za mamusię. Jest strasznie ciekawska, jak to kobieta.
– Spoko, przecież to normalne – odrzekłem i uśmiechałem się – Tak na marginesie, to czy zamierzałeś mnie jakoś uprzedzić, że wybieramy się do twoich rodziców? – spytałem po chwili i podniosłem jedna brew do góry.
– Nie. Wmówiłbym ci, że idziemy do kina na randkę – zachichotał i pocałował mnie w policzek. Zaraz potem jakby zahipnotyzowany zaczął wpatrywać się w moje włosy. Wziął do reki jeden kosmyk i dokładnie go obejrzał – Coś jest nie tak z twoją fryzurą – oznajmił po chwili. Jakbym tego nie wiedział.
– Tylko co? – westchnąłem i spojrzałem na niego wyczekująco.
– Jest nudna. Przefarbuj się na różowo. Będzie ci do twarzy – uśmiechną się i ziewną przeciągłe. Co? Że niby róż? W sumie to nie taki głupi pomysł. W każdym razie jak na Takamase. Przecież on sam ma włosy w kilkunastu różnych kolorach. Można by go porównać do tęczy, która rozjaśnia niebo kolorowym łukiem. To nawet nie takie głupie porównanie. Moja tęcza. Ta sama, która pojawia się po deszczu…

***
*Mówi się, że sperma ma działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające, ponadto poprawia koloryt skóry i powoduje lepsze ukrwienie, oraz zwalcza problem popękanych naczynek.
***
Kuro Yoru ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz