niedziela, 1 września 2013

Autumn love: Aoi x Reita


Paring: Aoi x Reita
Zespół muzyczny : The Gazette 
Rodzaj wpisu: Yaoi 
Ostrzeżenia: [ Nieudana ] Scena erotyczna 

***
Wreszcie chwila spokoju! Przez te wszystkie próby, koncerty, trasy nie mam w ogóle czasu dla siebie. Na szczęście teraz mam chwilkę którą mogę poświęcić sobie. Zrelaksować się i odpocz… – nawet nie dokończyłem myśleć, a już ktoś dobija się do moich drzwi. Czego znowu? – Wejść! – krzyczę, bo nie mam po prostu siły żeby wstać z kanapy. Cały czas ktoś zakłóca mi spokój. Dlaczego ja? 
– Witaj Reita! Pomyślałem, że nudzisz się sam, więc postanowiłem wpaść do ciebie. Chyba nie przeszkadzam. Prawda? – od wejścia słychać już melodyjny głos Yuu. Jeżeli to on, to wcale mi nie przeszkadza. Kocham gdy jest w moim pobliżu. Albo raczej kocham jego. Nie chce wnikać w szczegóły.
 – Miło, że przyszedłeś! Oczywiście, nie przeszkadzasz. Testowałem nową gitarę, chcesz zobaczyć? - spytałem, uśmiechając się ciepło. 
– Jeszcze pytasz? Pokazuj mi natychmiast to nowe cudo!
– Patrz i podziwiaj – mówię i podaje mu instrument. Aoi zaczął delikatnie pociągać struny, grając jakoś nie znaną mi melodie. Była dosyć smutna, tak samo jak wyraz twarzy osoby która ją grała. To raczej nie w stylu Yuu. On woli bardziej elektryczny kawałki. 
– Ej? Aoi czy coś się stało? – pytam troskliwie po tym jak chłopaka kończy grę. 
– Nie, nic. Chciałem po prostu zagrać coś poważnego, ale raczej mi to nie wyszło - odrzekł spokojnie i westchnął. 
 – Nie wyszło?! To było piękne! Nie bądź taki skromniutki. 
– Mniejsza z tym. Czy możesz zrobić mi kawy? Koniecznie z mlekiem - poprosił, siadając na sefie, postawionej przy oknie. 
– Oczywiście, już biegnę.
– Dziękuje – powiedział, a ja tylko uśmiechnąłem się w odpowiedzi i skierowałem się w stronę kuchni. Nastawiłem wodę i usiadłem na krześle oczekując, na gwizdek, który oznajmi, że jest już gotowa. Yuu ostatnio jest jakiś przygnębiony. Ciekawe czemu. Czy to winna jesiennej depresji? A może coś się stało w jego życiu towarzyskim? Nie wiem tego. Nie lubię jak on taki jest. Taki nie ,,Aoiowaty’’ . Nie swój...
Wróciłem do salonu z tacką na której stały dwie porcelanowe filiżanki, cukier w kostkach i srebrne łyżeczki. Postawiłem wszystko na stole i siadłem naprzeciwko chłopaka. Widzę nawet stąd, że jego oczy są nieobecne. Puste. 
– Aoi? – pytam nieco zaniepokojony jego stanem.
– Słucham? – mówi jak nigdy zwrotem grzecznościowym. Gdyba był taki jak zawsze, jestem pewien, że zapytałby ,,co znowu chcesz blondasku?’’ 
– Wiesz, ostatnio zauważyłem, że jesteś jakiś pochmurny i smutny. Czy coś się stało? 
– Właściwie to masz racje, coś się stało… – odpowiada tajemniczo, z wlepionym wzrokiem w podłogę.
- No, więc co? - spytałem po raz kolejny, oczekując konkretnej odpowiedzi. 
– To wszystko twoja wina… - szepnął spuszczając głowę w dół. 
– Jak to moja? Zrobiłem coś nie tak? - zdziwiony od razu zacząłem uważnie mu się przyglądać. Oczywiście! Gdy nie ma na kogo zgonić to trzeba na biednego Akirę! Bo przecież to on jest ten najgorszy!
– Wszystko… – kolejna lakoniczna odpowiedzi. 
– ,,Wszystko’’ to znaczy co?
 – Może to, że nie zwracasz na mnie uwagi? Staram się, a ty co? Ignorujesz mnie. Traktujesz jak powietrze. 
– O czym ty mówisz? ,,Jak powietrze’’? Co przez to rozumiesz? 
– Mniej więcej to, że cie kocham Reita, a ty mnie cały czas zbywasz. – wyszeptał cicho. 
– Poczekaj, co? Ale jak to? - spytałem z niedowierzaniem. Kocha? Przecież... przecież to nie możliwe. 
– Tak to, odkąd cie poznałem – odparł poważnie, sącząc kawę.
 – Ale… – nawet nie dokończyłem, bo nie wiedziałem co powiedzieć. 
– Co przecież? Brzydzi cie to? Czy to przez to, że jestem chłopakiem? Czujesz dyskomfort? Tak cie to obrzydza? 
– Nie, Yuu. Nie o to mi chodzi, ja po prostu… - zagryzłem wargi, próbując wymyślić odpowiednią odpowiedź. 
– Co? Powiedz to wreszcie. 
– No bo ja… Ja cie chyba również cie kocham. – wydusiłem z siebie przerażającą prawdę. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Aoi zawsze mi się podobał. Odkąd pamiętam. Zawsze starałem zdusić to w sobie, tak aby nikt się nie dowiedział, w końcu sam przestałem zauważać to uczucie. Ale teraz, nie mogłem już okłamywać samego siebie. 
– Akira, czy jesteś tego pewien? 
– Oczywiście Yuu na sto procent.
 – Czemu mi nigdy tego nie powiedziałeś? Wiesz chyba, że nawet jeśli nic bym do ciebie nie czuł, to nie jestem jakimś homofobem, który by cie znienawidził. 
– Przepraszam, tchórz ze mnie. Bałem się. 
– Nawet tak nie mów! Jesteś po prostu nie śmiały. Normalna rzecz. 
– Jesteś taki wyrozumiały Aoi! Czemu musisz być we wszystkim taki dobry? 
- Nie przesadzaj, nie jestem we wszystkim taki doskonały. 
– Jesteś – mówię i podchodzę do chłopaka. Siadam mu na kolanach i obejmuje za szyje. On się subtelnie uśmiecha. Odgarnuje mi z czoła kosmyk włosów. Cały czas patrzy się w moje oczy. Jego ręce dotykały mojego torsu. Jedyne co zrobił to podniósł dwoma palcami moją brodę i przybliża swoją twarz do mojej. Zamknąłem lekko oczy i tylko czekam na to, aż mnie pocałuje. Mija chwilka, potem następna. Co się dzieje? Przecież przed sekundą schylał się aby mnie pocałować. Czyżby się wahał? Otwieram oczy. Twarz Yuu jest prawie przy mojej, a jego usta złożone w tak zwany ,,dziubek’’ To ja mam go całować? Niech będzie. 
– Czy coś się stało Akira? – zwraca się do mnie, z zamkniętymi oczami. 
– Przepraszam, myślałem, że ty mnie pocałujesz – odparłem i wgryzłem się w pełne usta Yuu. Chciał chyba coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo w mgnienia oku mój język znalazł się w jego ustach. Powoli zacząłem oblizywać jego podniebienie, tak jak potrafiłem najlepiej. Przesuwałem język w głąb jamy ustnej, cały czas zmniejszając odległość która nas dzieliła. Oczywiście Aoi robił to samo, tyle , że on ma w tym jakąś lepszą wprawę. Ja nie miałem nikogo z kim mógłbym poćwiczyć.
 Powoli przechylaliśmy się, aż opadliśmy do pozycji leżącej na kanapę. Aoi oderwał się ode mnie i podparł się na rękach, zawisając nade mną. Zaczął powoli zdejmować z siebie zbędną odzież, wymachując nią w powietrzu. Czyżby striptizik? W końcu po Aoim wszystkiego można się spodziewać. Wstał i zaczął wykonywać niezgrabne ruchy w rytm jakiejś piosenki, którą puścił na telefonie. Jakoś nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. To było takie zabawne. 
– Wybacz Akira, nie jestem zbyt dobrym tancerzem. – mówi jakby zawiedziony 
– Nie, nie! Kontynuuj. To mnie cholernie podnieca. – odpowiadam i puszczam mu oczko. On zachichotał i powoli zaczął rozpinać pasek od spodni. Coś mu to nie szło, więc postanowiłem mu pomóc. Podszedłem do niego, i jednym szybkim ruchem wyjąłem skórzany pas, po czy odrzuciłem go gdzieś w tył. Aoi włożył ręce pod mój czarny podkoszulek i zaczął masować mi plecy. Cicho westchnąłem i objąłem go za szyję. 
– Czy jesteś gotowy? – pyta mnie słodkim głosem i uśmiecha się. 
– T-tak – odpowiadam , jąkając się przez nadmiar emocji. On cicho westchną i polizał mnie w policzek. Zadrżałem i mocniej zacisnąłem dłonie na jego płaszczu. Jego ręce błądziły po moim torsie poruszając się wolno i ledwo odczuwalnie. To takie przyjemne uczucie, kiedy tak robi. Pocałował mnie namiętnie w usta, po czym wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Dobrze wiedział gdzie to jest, bo nie raz nocował u mnie. Rzeczywiście, spaliśmy wtedy w jednym łóżku, ale nic między nami nie zaszło, jednak teraz to się zmieni. Delikatnie ułożył mnie na miękkim łóżku i zdjął ze mnie bluzkę. Muskał moją szyje wargami, co jakiś czas również językiem. Ręce miał splecione na moich plecach. Powoli zniżał się na poziom klatki piersiowej. Przygryzł leciutko mojego sutka, po czym go dokładnie oblizał. Sprawiał mi tak dużo przyjemności, nie wiem jak będę musiał się mu odwdzięczyć. Teraz zdejmował moje spodnie. Robił to wolno, chyba tak aby mnie zniecierpliwić. Ja zdjąłem z niego brązowy płaszcz i jeszcze wcześniej rozpiąłem guziki jego białej koszuli. Oczywiści spodni pozbawiłem go tak samo szybko jak reszty garderoby. Teraz miał już na sobie tylko bokserki, tak samo jak ja. Chociaż nie, ja miałem jeszcze na twarzy moją bandamkę, która zawsze zasłaniała mój nos, którego z całego serca nienawidzę. 
– Czy mogą ją… – nawet nie dokończył, bo potakująco kiwnąłem głową. Chłopak od razu skierował ręce w stronę mojego karku, aby odwiązać supeł. Udało mu się to w rekordowym czasie, po czym wrócił do pieszczot. Powoli zdjął ze mnie ostatnią część stroju. Delikatnie ręką musną mój członek. 
Czułem się głupio wiedząc, że jutro spotkamy się na próbie, pomiędzy wszystkimi chłopakami. Ale co tam! Raz się żyje! Yuu zaczął masować go, co jakiś czas ściskając mocniej. Po prostu robił do doskonale. Wypadałem przy nim co najmniej żałośnie. 
Dzięki jego zdolnościom już zaledwie po kilku minutach doszedłem, i to tylko dzięki dotykowi. Oczywiście, że nie zostawił jeszcze w spokoju mojego członka. Wziął go do ust i sprawiał mi coraz więcej rozkoszy. Ale jakie on ma gardło! Mój penis zmieścił się cały. Ciekawy czy Ruki też takie by miał. Chociaż, on pewnie nie pozwoliłby go dotknąć. Mniejsza z tym. Aoi powoli (aż zbytnio!), oblizywał go od góry do dołu. Zdałem sobie sprawę z tego, że nieświadomie wypycham biodra do przodu. Nawet nie zamierzałem przestać, chyba to nic złego. 
Znowu dochodzę, on potrafi zrobić coś czego żadna kobieta by nie umiała. Kocham go! Tak, właśnie, kocham! Wykrzyczałem jego imię i znowu wytrysnąłem, prosto w twarz chłopaka. 
– Jejku! Przepraszam Yuu! Nie chciałem! – powiedziałem pół-krzykiem i sięgnąłem po chusteczkę, aby wytrzeć białą ciecz. Aoi jednak tylko cofną twarz. 
– Spoko. Przecież nic się nie stało. – mówi i śmieje się perliście. – Ale mam taką prośbę…
 – Jaką? – spytałem zdziwiony. 
– Czy mógłbyś to zlizać? Błagam! – spojrzał na mnie słodkimi oczkami i zamrugał. 
– Uch.. No dobra, co mi tam – odpowiadam i przysuwam się do jego twarzy. Zaczynam zlizywać substancje, nawet bez wahania. Ogólnie to była całkiem smaczna, oczywiście jak na rzecz którą jest. Chłopak tylko cicho mruczał pod nosem. Jego ręce gładziły moje ciało, dając mi przyjemność. Dokładnie oblizałem każdy milimetr twarzy chłopaka. Chyba niczego nie przegapiłem. 
– No dobra Akira, a więc teraz czy ja mogę się zabawić? – pyta i niewinnie się uśmiecha. 
– O-oczywiście – odpowiadam drżącym głosem. 
– Cieszę się. Będę delikatny. Obiecuje! 
– Mam nadzieje… – szepcze sam do siebie.
 – Ale czy masz może jakiś balsam, albo żel? Bo bez tego raczej to ,,delikatnie’’ nie wyjdzie… 
– Poczekaj, już przynoszę – odrzekłem i poszedłem do łazienki po mój ulubiony specyfik, który zawsze używam gdy idę pod prysznic. Wracam i wskakuje na łóżko obok niego. Nacieram ręce żelem, po czym nakładam warstwę na penisa Yuu. Starałem się robić to jak najdokładniej, ale zarazem chciałem dowieść, że nie jestem gorszy od niego i również mogę doprowadzić go w każdej chwili. 
– Dobra, już wystarczy – mówi i czochra mi włosy – Teraz musisz się rozluźnić. Nie możesz być broń boże spięty. To przecież normalna rzecz. – dodaje i rozszerza moje chude nogi, cały czas je gładząc. 
- Okej - odpowiadam, a on bez ostrzeżenia i co gorsza bez przygotowania wchodzi we mnie. Po zarumienionym policzku spłynęły mi łzy. Naprawdę bolało.
– Akira, proszę nie płacz. Przepraszam! – szepcze i wbija się we mnie coraz bardziej stanowczo. Ja tylko mogłem położyć głowę na prześcieradle i poddać się bolesnemu stosunkowi. Bolało, ale z minuty na minutę dawało coraz więcej rozkoszy. Jego paznokcie w kolorze czerni wbijały się w moje pośladki, wtedy nie zwracałem na to uwagi, bo czerpałem już samą przyjemność. Było doskonale. 

 Nagle usłyszałem czyjeś kroki, albo mi się wydawało. Nie jednak nie wydawało mi się! Drzwi do sypialni otworzyły się, a w nich stał Ruki. 
– Cześć Reita, mam do ciebie prośbę. Czy mógłbyś… – nie dokończył i dopiero teraz spojrzał na nas. Chyba go zamurowało, bo przez dłuższą chwilkę nic nie mówił, jedynie patrzył na nas szeroko otwartymi oczami... 
– Mówiłem ci już tyle razy Ruki! Jeżeli chcesz wejść to pukaj! – mówię lekko podniesionym głosem - Mhm... Tak mi dobrze - dodałem po chwili, bardzo cicho. Yuu naprawde umie zadowolic człowieka. 
– Przepraszam. Sądziłem, że siedzisz sam w domu - mruknął, jakby ze skruchą. Czy wspominałem już, że Aoś wcale nie przestał mnie posuwać? Tak, tak robił to na oczach Ruksa, który uciekał wzrokiem gdzieś nie wiadomo gdzie. "No napatrz się stary zboczeńcu, napatrz" - pomyślałem, nie mając zamiaru tego powiedzieć głośniej. 
– Nic się chyba nie stało, prawda Yuu? – zwróciłem się do chłopaka, który teraz leżał no moich plecach, po wcześniejszym dojściu w moim wnętrzu. 
 – N-nie – odpowiada drżącym głosem, bo ten cały stosunek całkowicie go wykończył. Pogłaskałem go po włosach, a on uśmiechną się i pocałował mnie w tył szyje. 
– Wreszcie zdobyłeś się na odwagę i powiedziałeś mu to? – spytał Aoiego, a chłopak pokiwał przytakująco głową 
– Mówiłem ci, że on też cie kocha! Po co było utrudniać sobie życie? Teraz chyba wreszcie będziecie parą? – Wiedziałeś? – pytam z niedowierzaniem
 – Oczywiście, że tak. Pewnie o tym nie wiesz, ale Yuu przychodził i zwierzał mi się. Cały czas ryczał jak opowiadał o tym, że ty go nie pokochasz, znienawidzisz i tym podobne rzeczy. 
– Nie wiedziałem – odpowiadam i patrzę na chłopaka, który już chyba spał. 
– No dobra to ja idę, musicie odpocząć – odpowiada i się uśmiecha – Tylko proszę! Nie spóźnijcie się jutro na próbę. Kai znowu będzie się wściekał i wyżywał na nas. 
– Dobra, nie martw się będziemy na czas. 
– Dobranoc ! – rzuca na pożegnanie i wychodzi z pokoju, ale po chwili się wraca. 
– Czy coś się stało? – pytam. 
– Trochę głupio mi pytać, ale czy sądzisz, że Uruha by się ze mną umówił? 
– Zapytaj się go i ,,nie utrudniaj sobie życia’’ – wymamrotał Aoi z zamkniętymi oczami. 
 - Dzięki! – krzyknął i wyszedł zamakając za sobą drzwi. Mam nadzieje, że Rukiemu się uda umówić z Kouyou. Tworzyli by ładną parkę. Biedny Kai zostałby wtedy sam, bo nie byłoby już w zespole nikogo kto by się z nim umówił. No ale może on jeden jest hetero. Mniejsza z tym. Przytuliłem się do klatki piersiowej Aoiego i od razu zasnąłem. Czułem ciepło bijące od jego ciała, słyszałem również przyśpieszony oddech. Przy nim było mi tak dobrze…
*** 
Kuro Yoru

I love you my friend


Tytuł: I love you my friend
Rodzaj wpisu: Yaoi / one-shot
Ostrzeżenia: Scena erotyczna
Od autora: Oto i opowiadanie z postaciami w 100 % stworzonymi przeze mnie. Jest trochę nudne, ale chyba nie jest aż tak źle. Zresztą sami oceńcie. Zapraszam do czytania ~ 

***

– Dziękuje Wam za współprace podczas lekcji i proszę abyście przejrzeli przed sprawdzianem jeszcze raz wszystkie zagadnienia – zakończyła nauczycielka i zamknęła opasły tom jakiejś książki. Klasa tylko cicho westchnęła i przytaknęła. Wszyscy zaczęli się pakować wywołując w sali harmider. Było słychać szmery, postukiwania, ciche szepty dziewczyn i rozmowy chłopców.
– Suzuki coś dziś jesteś smutny. Czy coś się stało? – usłyszałem za sobą czyjś głos. Odwróciłem się i ujrzałem Tetsumiego – mojego najlepszego przyjaciela. Był o głowę wyższy ode mnie, miał kruczoczarne włosy, szmaragdowe oczy i brzoskwiniową skórę. Był o dziesięć razy ładniejszy niż ja – niski blondyn, o chabrowych oczach, które zawsze zasłaniały szkła okularów, i bladej porcelanowej cerze. Czemu to akurat on musiał być najładniejszy w naszej małej klasie, gdzie przeważała liczba dziewczyn? Zazdroszczę mu tej jego urody i charyzmy. On jest dokładnym przeciwieństwem mnie. Kujonka, który dba tylko o siebie. Biedni ludzie którzy mnie poznali – Och, co ty mi się tak przyglądasz, co? – usłyszałem ponownie ten sam głos i lekko się zarumieniłem wiedząc że wpatruje się prosto w jego twarz, z rozmarzonymi oczami.
– Haha, może się zakochał? – powiedział Subaru, jeden z moich kolegów. W odpowiedzi posłałem mu zabójcze spojrzenie i pokazałem środkowy palec, no co on tylko zachichotał i odwrócił się do swojej ławki.
– Zakochałeś się we mnie? – spytał słodkim głosem i przybrał tak piękny wyraz twarzy, jak tylko da się wyobrazić. Wpatrywałem się w niego coraz bardziej rozkojarzony jego przepięknymi oczkami, i nawet nie zauważyłem kiedy zadzwonił dzwonek, a w sali zostaliśmy tylko my i nauczycielka.
– Chłopcy idzie już do domu, bo zaraz zrobi się ciemno – powiedziała i pokazała gestem dłoni otwarte na rozcież drzwi. Tetsumi złapał mnie za rękę i wyprowadził za szkoły, ciągnąc w stronę jego domu, który był zaledwie pięć minut drogi stąd.
– Co ty wyprawiasz!? – zapytałem głośno, próbując wyszarpać się ze stalowego uścisku chłopaka. On tylko mrukną coś pod nosem i mocniej zacisną na mnie swoją dłoń – To nie jest śmieszne! Czemu mi nie odpowiadasz tylko jak jakiś szajbus ciągniesz mnie do swojego domu?
– Spójrz – wskazał na horyzont, gdzie widać było zachodzące słońce. Wyglądało to tak pięknie, zwłaszcza, że teraz znajdowaliśmy się na niewielkim wznieceniu, więc na tle pomarańczowego nieba widać było majaczące cienie drzew w parku i wysokich budynków osiedlowych, które znajdowały się kilka metrów dalej.
– Widzę, to niebo. Dopiero teraz zauważyłeś, że coś takiego istnieje?
– Nie o to chodzi, robi się już ciemno, a tu jest niebezpiecznie po zmroku. Ty masz odrobinę dalej do domu, bo musisz jechać tramwajem, a więc lepiej abyś dziś został na noc u mnie.
– No to było powiedzieć od razu, zanim zacząłem panikować – westchnąłem z ulgą.
– Wybacz, wiesz jaki jestem – najpierw robię a potem pytam o zgodę – powiedział i cicho się zaśmiał.
Kiedy już weszliśmy do domu przywitała nas jedynie cisza i przenikliwy chłód.
– Rodzice wyjechali na jakąś delegacje, a ja sobie nie najlepiej radze sam w domu, więc przepraszam za ten bałagan – odpowiedział na mój pytający wzrok i rzucił swoją torbę gdzieś do pokoju.
– Ten, no… Czyli jesteśmy tutaj sami?
-Taaa… Czy to jakiś problem?
– Nie, tylko się chciałem upewnić – zacząłem nerwowo nawijać na palca małą niteczkę zwisającą z mojego mundurka. Sam na sam w tak dużym domu z najlepszym przyjacielem, spoko…
– Mama powiedziała żebym sobie coś ugotował, a ja nie potrafię, więc wybacz, nie mam cie czym poczęstować – powiedział i lekko się zarumienił.
– Czyli jesteś głodny, co nie?
– Może troszeczkę, ale jak chcesz możemy zamówić pizze. Ostatnio tylko to jem więc dla mnie bez różnicy.
– Nie ma takiej potrzeby, ja coś ugotuje. Moja mama nauczyła mnie kilku przepisów, więc się nie bój. Przy mnie z głodu nie umrzesz.
– Okej panie kucharzu, wiesz gdzie jest kuchnie, więc biegnij. Mam nadzieje, że nie chcesz mnie otruć.
– Nie martw się słonko, zakochasz się w mojej kuchni – odparłem i poszedłem w stronę jadalni. Otworzyłem lodówkę i wybrałem potrzebne składniki. Wrzuciłem na patelnie bulion, mirin*, odrobinkę sake i szczyptę cukru, po czym wszystko wymieszałem i dodałem pokrojoną cebulę, oraz mięso kurczaka. Poddusiłem je i gdy było gotowe wlałem trochę rozmąconego jajka. Poczekałem chwilkę po czym dodałem białko i kawałki pietruszki
– Coś mi tu ładnie pachnie, co tam pichcisz? – spytał mnie czarnowłosy, który właśnie wkroczył do pomieszczeni wciągając zapach potrawy.
– Właśnie skończyłem, ugotowałem oyakodon*, mam nadzieje, że ci posmakuje – odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko. Nałożyłem na niebieski talerzyk najpierw porcje dla Tetsumi'ego, a potem dla siebie. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść. Spojrzałem ukradkiem na chłopaka siedzącego obok. Nic nie robił, jedynie lustrował mnie swoimi oczami, podpierają głowę ręką – Czy coś nie tak? – spytałem odrobinę speszony jego wzrokiem.
– Nie, czemu? Po prostu przyglądam ci się. Jesteś uroczy kiedy jesz – odpowiedział, a mnie zamurowało. Czy to miał być komplement, czy kiepski żart? Nie wiem już sam…
– Dziękuje – szepnąłem po cichu, i nagle poczułem na swoim udzie jego wyczuwalną przez materiał gorącą rękę. Moje policzki zaszły pąsowymi pręgami, a głos nie chciał wyjść z krtani. Czułem się jak sparaliżowany.
– Wiesz co ci powiem? – spytał widocznie usatysfakcjonowany moją reakcją.
-Yhm? – tylko tyle udało mi się wymówić.
– Pamiętasz jak mi mówiłeś, że zakocham się w twojej kuchni? – pokiwałem przytakująco głową, nadal nie zdolny do większego ruchu – No to miałeś po części racje, tyle, że zakochałem się ogólnie w tobie – fala gorąca zalała moje ciało. Co on powiedział? Czy to jeden z tych snów (a raczej koszmarów) na jawie?
– Tetsumi… – jego ręka powędrowała pod moją niebieską jesienną kurtkę, przerywając mi. Mam go odepchnąć? A może przytulić? Co ja właściwie czuje? Czy te wszystkie myśli, które ostatnio krążą tylko wokół niego to oznaka jakiegoś uczucia? Może jestem nienormalny, ale on chyba mi się podoba. Jest moim przyjacielem jeszcze z dzieciństwa, więc wiem o nim wszystko. Nic przede mną nigdy nie ukrył, zawsze mi się zwierzał, wypłakiwał i wyżalał. W moim towarzystwie zamieniał się w płaczliwego, słabego chłopaka z problemami, może to przez to się w nim zakochałem? Czy zakochaniem można nazwać nagłe odkrycie swoich dotąd nieznanych uczuć? Czy to normalne, że czuje pociąg do chłopaka? Co ja mam niby teraz zrobić?
– Odpowiedz mi Suzuki. Kochasz mnie czy nie? Pamiętasz? Pytałem się o to jeszcze w szkole, ale nie uzyskałem odpowiedzi, więc proszę o nią teraz. Szczerą, prosto z serca.
– Ja… Ja nie wiem – wydusiłem z siebie i na powrót zamilkłem. Zapanowała cisza. Tetsumi wstał i podszedł bliżej mnie. Usiadł mi na kolanach i obiją za szyje, po czym głęboko spojrzał mi w oczy jakby czegoś w nich szukał. Może tej swojej odpowiedzi? Nie wiem czy coś znajdzie zwłaszcza, że jestem nieco rozdarty. Czułem na sobie gorący oddech, który coraz bardziej mnie podniecał. Jego ręce ułożone były teraz na moich ramionach, delikatnie ściskając rękawy bluzy. Coraz bardziej się przybliżał, aż w końcu dzieliło nas zaledwie kilka milimetrów.
– Suzuki, powiedz to bo będę zły. Chyba tego nie chcesz, prawda? – spytał słodko i zamrugał rzęsami.
– Nie chcę, ale nie umiem również słowami opisać tego co w tej chwili czuje.
– Czy to szczęście? A może strach? Obrzydzenie, albo dyskomfort?
– Raczej to pierwsze. Jeśli to powiem czy ty również będziesz szczęśliwy?
– Jak nigdy, wystarczą dwa słowa.
– Kocham cie. Mocno i do szaleństwa – szepnąłem mu cicho do ucha, jakby chcąc aby nikt tego nie usłyszał, mimo to, iż jesteśmy sami. Nawet nie próbowałem kłamać, bo i po co? Prawda i tak by wyszła na jaw prędzej, czy później. Chłopak uśmiechną się zadziornie i delikatnie opuszkami palców przejechał po całej długości mojego policzka. Powoli zsunął mi z nosa okulary i jeszcze raz przez momencik spojrzał w oczy. Słabo widziałem, ale chyba na jego twarzy widać było satysfakcje. Czemu on musi być taki przekonujący, a jednocześnie uroczy i stanowczy. Pokonał ostatnie milimetry pustej przestrzeni między naszymi twarzami i pocałował mnie namiętnie w usta. Było mi odrobinkę ciężko, ale i tak to nie miało większego znaczenia, bo wiedziałem co zaraz nastąpi. Ciekawe gdzie w końcu wylądujemy. Tetsumi jest strasznie znudzony monotonnością życia codziennego, więc na pewno nie w łóżku. Może gdzieś na dywanie, albo na poddaszu? Mniejsza z tym, teraz trzeba się skupić na pocałunku. Przydałoby się troszeczkę postarać, a nie tak po prostu nic nie robić. Przejmuje inicjatywę kochany, jesteś i tak za bardzo pewny siebie. Przycisnąłem jego ciało do swojego i pogłębiłem maksymalnie pocałunek. Zaskoczony chłopak otworzył jedno oko, które do tej pory był zamknięte i zbadał dokładnie sytuacje w której się znajduje. Przez mgiełkę widziałem błysk w jego szmaragdowy wzroku i już po chwili leżałem na podłodze, przygnieciony jego ciężarem.
-No proszę, widzę, że chcesz czegoś więc. Mogę ci pożyczyć swoje ciało, chcesz?
– Ciało? Hmm… Jeżeli chcesz mi je dać na dzisiejszy wieczór to chętnie wezmę. Jest takie zgrabne i ponętne, że nie mogę się oprzeć – odpowiedziałem sam się sobie dziwiąc i przekręciłem go w taki sposób, że to ja siedziałem w pozycji dominującej. Założyłem na powrót moje okulary, aby widzieć co robię i schyliłem się nad jego twarzą aby ją dokładnie obcałować.
– Poczekaj, poczekaj. Ja się tutaj nie zamierzam kochać, bo po pierwsze jest mi twardo i zimno, a po drugie to kuchnia. Chodźmy do salonu pod piecyk. Tam będzie idealnie.
– Jeżeli tam chcesz, to chodzimy. To nie mój dom, więc wiesz, muszę przystać na tą propozycje.
– To takie urocze gdy tak się zachowujesz. Tak ulegle, a jednocześnie samczo, moje marzenie! – szepną mi do ucha, zanim wyślizgną się z pode mnie. Grzecznie podążyłem za nim do salonu, gdzie przy kominku leżał miękki dywanik w zebrze paski. Ciekawe czy to z prawdziwej zebry, czy tylko imitacja. Jaki normalny człowiek zabijałby te przepiękne zwierzęta, tylko dla jakiejś tam skóry. Jakbym mógł kupiłbym sobie taki cudo, i trzymałbym na działce.
– Wiem co myślisz, nie martw się to tylko podróbka. Myślisz, że trzymałbym w domu zwłoki zebry? To takie niehigieniczne, a zresztą moja mama chyba by wygoniła ojca z domu gdyby przyniósł coś takiego, ma sentyment do tych zwierzątek – odparł widząc jak się wpatruje w wykładzinę. On chyba zawsze wiedział o czym w danej chwili myślę, to taka jakby telepatia.
– No to na czym skończyliśmy? – spytałem już nieco zniecierpliwiony, i ponownie przyciągnąłem go do siebie. Lekko się zachwiał i upadłby gdybym go nie złapał. Ukrył twarz w moim ramieniu i delikatnie zachichotał.
– Wybacz niezdara za mnie – szepnął mi do ucha. Co ja mam teraz zrobić? Widać, że on chce się za mną trochę zabawić, ale mam tyle obaw co do tego. Jeżeli nie uda mi się go zaspokoić, to może ode mnie uciec, a tego właśnie nie chcę. Ja naprawdę chyba go kocham, bo boje się, że mnie zostawi.
– Tetsumi czy ty… – zacząłem szeptem i nawet nie dokończyłem bo chłopak, złączył nasze usta w pocałunku, ale chwile wcześniej odpowiedział ,,Na zawsze…’’ Czy mogę mu wierzyć? A może powinienem sobie odpuścić?
– Suzu, będziemy się kochać, co nie? – spytał odrywając się ode mnie. Co mam odpowiedzieć? Może po prostu nic. To będzie najprostsze rozwiązanie. Puściłem do niego oczko i uśmiechnąłem się wyzywająco. Nie rozumiem jego logiki, przecież jest wyższy ode mnie, i na pewno silniejszy, ale jednak to ja ciągle prowadzę. Nie narzekam, czy coś, po prostu się dziwię – Rozbiorę cie, okej? – ponownie zadał pytanie i położył swoje ręce na moich ramionach. Nawet nie oczekując odpowiedzi, zdjął mi niebieska bluzę, rzucając ją gdzieś za siebie. Teraz dopiero czułem się strasznie podrzędnie, widząc w jego oczach dzikość i pożądanie. Przytulił swoje czoło do mojego, i złapał mnie za brodę. Na mojej twarzy kolejny raz pojawił się rumieniec, a serce zabiło głośniej. To nazywa się miłość? Kiedy niespokojny oddech wydobywa się z moich ust, a ciało przechodzi dreszcz podniecenia – Czy ty mnie kochasz? – spytał jeszcze raz chuchając mi w twarz gorącym powietrzem.
– Tetsumi, myślisz, że jeżeli bym cie nie kochał, to robiłbym to wszystko? Jesteś moim narkotykiem, i to nie od dziś. Kocham cie! Kocham cie! Kocham cie! – powtórzyłem ostatni wyraz tylko po to aby podkreślić powagę moich słów. On się uśmiechnął i ponownie pocałował mnie w usta. Nasze języki złączyły się w mokrym i namiętnym pocałunku. Oblizywaliśmy sobie nawzajem wargi, mrucząc z przyjemności. Jego ręce błądziły pod moim ubraniem, gładząc moje gorące z podniecenia ciało. Robiło mi się już trochę ciasno, więc spojrzałem mu w oczy błagalnym wzrokiem.
– Chcesz mnie już, co nie? Masz ochotę zanurzyć się w rozkoszy i mnie poczuć? Nie będę tego długo ciągnął, jedynie dlatego, że robi mi się nie wygodnie. Ciesz się, to twoja wina – powiedział i rozpiął mój mundurek, po czym przyssał się do mojej skóry. Cicho westchnąłem i zadrżałem. Złapał mnie za pośladki i przechylił. Nie czułem już gruntu pod nogami, jedynie pustą przestrzeń. Nie panikowałem, bo dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że Tetsumi wie co robi. Chyba…
– Weź mnie kochanie, mam już dosyć czekania, to mnie przerasta – wyszeptałem i niespokojnie poruszyłem biodrami. To takie impulsywne zachowanie z mojej strony. Wiem, że powinienem być chociaż trochę bardziej cierpliwy, ale to mi nie wychodzi, bo po prostu jego postawa mnie denerwuje. Jest taki spokojny i opanowany, ciekawy czy jak już dojdzie do punktu bez wyjścia, to też taki będzie. Muszę zrobić coś co go podnieci i nie pozwoli być takim cholernie flegmatycznym. Nie mam pomysłu, no chyba żeby… Haha, szykuj się Tetsumi, ciekawy czy po tym będziesz tak samo irytująco powolny, co teraz. Wyszarpałem się z jego uścisku, i położyłem się na podłodze, zamykając oczy i delikatnie wsadzając ręce pod czarny pasek spodni. Zacisnąłem palce na mojej męskości i delikatnie ją masowałem. Pojękiwałem i wymawiałem powolutku imię – Te-Te-Te-Tetsu-Tetsumi! – mruczałem samo gwałcąc się. Rozchyliłem lekko oczy i spojrzałem na chłopaka który uważnie mi się przyglądał. Jego mina była bezcenna. Ciekawe co teraz myśli o mnie, kiedy wije się na podłodze robiąc sobie dobrze. Mam nadzieje, że to na niego podziała a jak nie to udamy, że tego nie było.
– Suzu, co ty wyprawiasz? – spytał cicho nie umiejętnie powstrzymując śmiech.
– No ja, ten, tego… – zacząłem się jąkać nie wiedząc jak to wytłumaczyć –Widzisz, ze mną jest tak, że na ogół jestem bardzo niecierpliwy, a ty to zbyt wykorzystujesz, więc ja próbuje zniszczyć w tobie tą bardzo denerwującą wadę i sprawić, żebyś nie mógł się tak przy mnie zachowywać. Rozumiesz o co mi chodzi?
– Nie, ale po prostu przytaknę i uśmiechnę się, żeby nie było.
– Jesteś debilem wiesz o tym?
– Jasne, ale ty się we mnie zakochałeś, więc jesteś na takim samym poziomie co ja. Jakiś problem?
– Wiesz, chyba zaraz dojdę, i to nie dzięki tobie. Powinieneś tu teraz przyjść i mi pomóc. Zrekompensuj się, bo przez ciebie zrobiłem z siebie debila – powiedziałem poirytowany i wyciągnąłem rękę ze spodni. Oblizałem palce i szybkim ruchem pociągnąłem Tetsumiego za nadgarstek w dół, opadł na mnie i przygniótł mnie swoim ciałem.
– Nie mów, że jesteś niedożywiony, skoro ważysz z pięćdziesiąt trzy kilo! Poważnie stary, schudnij – wydusiłem z siebie ledwo słyszalnie, nie mogąc oddychać. Zrzuciłem go z siebie i uklęknąłem na kolanach. Wyprostowałem tułów i westchnąłem. On tylko posmutniał i również usiadł, tyle, że w inny sposób. Podparł głowę na swoich zgrabnych nogach i obwiną je rękami.
– Wybacz mi Suzu, nigdy nie będę twoim ideałem. Wiem, że jestem odrobinę ciężki i mogłem zrobić ci krzywdę, ale naprawdę tego nie chciałem.
– Ech, Tetsumi, nie musisz przepraszać, bądź następnym razem po prostu bardziej ostrożny. Zobacz jaki ze mnie suchar, mógłbyś mnie złamać na pół. Jeżeli to cie podniesie na duchu, to wcale nie widać że ważysz tak dużo.
– Kiedy ty to mówisz to brzmi jak komplement, dzięki – odpowiedział i na powrót przysuną się do mnie. Tym razem nie próbował siadać na moich nogach czy cos w tym stylu, po prostu położył głowę no moim udzie i patrzył na mnie z dołu. Wydawał się być jednocześnie rozbawiony, i zasmucony. To wyglądało tak śmiesznie.
– No to co możemy już przejść do rzeczy? Jesteś zbyt uroczy, więc naprawdę nie mogę się już doczekać tego co mi zrobisz – pogładziłem go po włosach i uśmiechnąłem się zachęcająco.
– Musisz mnie rozebrać, wiesz o tym? Zrób to jak najbardziej zmysłowo, tak abym mógł poczuć dreszcze podniecenia – powiedział, odwzajemniając uśmiech. Powoli rozpinałem guziki jego granatowej kamizelki, muskając przy tym ustami jego szyję. Potem zdjąłem białą bluzkę, i uważają aby się nie pomięła położyłem na oparciu fotela który stał kilka centymetrów dalej. Kiedy został już pozbawiony górnej części garderoby, opuszkami palców znaczyłem znaczyć skomplikowane wzory na jego klatce piersiowej, tak aby wywołać u niego coś w rodzaju niedosytu żądzy seksualnej. Pośliniłem delikatnie palec i ponownie przejechałem po całej długości jego torsu. On cicho westchną. To było takie podniecając wiedząc, że jego plan bycia seme tym razem nie wypali. Co z tego, że jest wyższy i odrobinkę lepiej zbudowany? Ja prowadzę, więc to jego problem, że skapnie się dopiero gdy w niego wejdę. Ach, ten Tetsumi, jest taki głupiutki. Szybko zdjąłem z siebie czarne spodnie i rzuciłem gdzieś w dal, po czym spojrzałem ukradkiem na mojego partnera, który również zdejmował z siebie dolną garderobę. Te jego urocze nieporadne ruchy, powinien się trochę poduczyć jak to robić, chociażby z jakiegoś filmiku erotycznego, czy czegoś w tym rodzaju. Wróciłem do niego i zawisnąłem nad jego twarzą, dmuchając w nią gorącym powietrzem.
 - Tetsumi wiesz co teraz ci zrobię? Będzie dla mnie jęczał i prosił o więcej, zobaczysz –zacząłem szeptać mu do ucha delikatni muskając językiem płatek uszny. Ciekawe czy teraz też będzie taki hop do przodu, kiedy już wie, że to nie on będzie nadrzędny. Uwielbiałem sprawiać, że ludzie robili się zawiedzeni, to bardzo fajna zabawa.
– Dobrze, ale bądź delikatny – odpowiedział patrząc mi prosto w oczy, a ja jak wryty gapiłem się na jego usta które przed chwilą wymówiły bardzo irytujące słowa. Czemu on zawsze psuje całą zabawę? Miałem nadzieje, że będzie się wyrywał czy coś w tym stylu, a on tak po prostu mówi, żebym był delikatny. Nienawidzę tych jego głupich zachowań. Zrobię mu na złość i wcale nie będę delikatny, nie ma tak dobrze. Bez ostrzeżenia przewróciłem go na brzuch i zsunąłem z niego bokserki. Nadal żadnej reakcji z jego strony, co jest z nim nie tak? Pośliniłem dwa palce i od razu włożyłem w niego, nawet nic wcześniej o tym nie wspominając. Teraz zobaczymy czy nadal będzie taki super opanowany.
– Łaskoczesz mnie włosami, wiesz o tym? – chłopak cicho się zaśmiał i jakby nigdy nic powrócił do nic nie robienia, w czasie gdy ja go rozciągałem. Wredny z niego przyjaciel, skoro nie liczy się z moimi fantazjami, w których kaja się na kolanach prosząc o to abym przestał. Szlag mnie zaraz trafi, jeżeli nie wyda z siebie choćby jednego jęku. Włożyłem trzeci palec, bo widać było, że już jest na to gotowy i delikatnie zacząłem wszystkimi poruszać. Był taki fajny w środku, ciepły i ciasny. Tylko czemu nadal nie zwraca uwagi na to co z nim robię? Ignorowanie tego to nie jest dobry pomysł, bo jestem coraz bardziej wkurzony, co będzie miało ujście w moim zachowaniu podczas stosunku. Co mi tam , wejdę sobie w niego już teraz i jeszcze na dodatek jakby co nie pozwolę mu dojść. Tak jestem bardzo zły i zrobię na złość mojemu uke.
 - Odpokutujesz mi za to twoje wstrętne zachowanie. Mnie się po prostu nie bagatelizuje, bo robię się naprawdę zły. Musisz mnie błagać o litość – powiedziałem łapiąc go za jego krągłe pośladki. Nadal zero odzewu? Okej, sam tego chciał. Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem w niego. Tak zrobiłem to brutalnie i co z tego? Ostrzegałem go przed tym. Usłyszałem pierwszy jęk wydobywający z ust chłopaka i usatysfakcjonowany zacząłem się w nim poruszać, najpierw lekko, ale kiedy już w miarę się ustabilizował, robiłem to odważniej. Tak mi ciepło i dobrze, jak nigdy. On naprawdę jest piękny nie tylko na zewnątrz, środek też ma idealny, i nie chodzi mi teraz o jego zadziorny charakter, chociaż też bardzo mi się podoba. Chłopak zaczął ze mną współpracować, poruszając biodrami, ale nadal się nie odzywał. Może powinienem wejść głębiej? Głupie pytanie, jasne, że to zrobię bo to ja tu jestem teraz szefem. Moje ruchy przybrały na silę. Stawały się coraz bardziej chaotyczne. Czułem, że zaraz dojdę. Tetsumi zaciskał swoje mięśnie coraz mocniej sprawiają mi tym przyjemność. Idealnie. Doskonale. Rozkosznie. Czemu się tak czuje robiąc to z chłopakiem? Nie wiem, ale mi dobrze to najważniejsze. Ciekawe czy Tetsumi także odczuwa tyle przyjemności. Jest możliwość, że trochę przesadziłem z tą brutalnością, ale raczej mała, ponieważ nie krzyczał, ani nic takiego. Właśnie w tej chwili biała ciecz zalała wnętrze mojego partnera, a ja sam opadłem na jego plecy, które by całe rozpalone. Wolno ześlizgnąłem się na podłogę, i dopiero teraz zauważyłem wyraz twarzy mojego kochanka. Był uśmiechnięty, ale z oczu nadal płynęły mu łzy opadające na podłego gdzie już była duża mokra plama.
– Jesteś w tym idealny Suzu, gdzie się tego nauczyłeś? – spytał z szklistymi oczami. Co to niby ma znaczyć? Czemu do cholery nie powiedział, że to go bolało? Jak mogłem doprowadzić go do takiego stanu? Jestem debilem i egoistą, nie powinienem tego tak robić. Obaj powinniśmy czerpać z tego rozkosz, a nie tylko ja.
- Tetsumi, czemu nie powiedziałeś, że boli? Nie chciałem zrobić ci krzywdy, wybacz – powiedziałem, i otarłem z jego policzka jedną z łez.
– Bo nie chciałem zrobić ci na złość, widziałem twój entuzjazm, a ja lubię patrzeć na ciebie gdy jesteś szczęśliwy, to w końcu nie zdarza się codziennie – odpowiedział, a we mnie coś pękło. Z oczu popłynęły mi łzy. Mimo to, że nie było tak obfite, jak mojego partnera, szybko zrobiły drugą trochę mniejszą plamę. Czy to jest pojęcie miłości? Kiedy robimy coś wbrew sobie, aby uszczęśliwić ukochaną osobę.
– Tetsumi, nie musiałeś tego robić, przecież jakbyś powiedział, żebym przestał to bym to zrobił.
– Zrobiłem to bo cie kocham głuptasie…

***
* Mirin – bardzo słodkie wino, używane tylko do gotowania
* Sake – wino ryżowe
* Oyakodon – japońska potrawa. Jest duszonym zestawieniem kurczaka, cebuli i jajka w specjalnym sosie.

 ***
Kuro Yoru ~