niedziela, 1 września 2013

Autumn love: Aoi x Reita


Paring: Aoi x Reita
Zespół muzyczny : The Gazette 
Rodzaj wpisu: Yaoi 
Ostrzeżenia: [ Nieudana ] Scena erotyczna 

***
Wreszcie chwila spokoju! Przez te wszystkie próby, koncerty, trasy nie mam w ogóle czasu dla siebie. Na szczęście teraz mam chwilkę którą mogę poświęcić sobie. Zrelaksować się i odpocz… – nawet nie dokończyłem myśleć, a już ktoś dobija się do moich drzwi. Czego znowu? – Wejść! – krzyczę, bo nie mam po prostu siły żeby wstać z kanapy. Cały czas ktoś zakłóca mi spokój. Dlaczego ja? 
– Witaj Reita! Pomyślałem, że nudzisz się sam, więc postanowiłem wpaść do ciebie. Chyba nie przeszkadzam. Prawda? – od wejścia słychać już melodyjny głos Yuu. Jeżeli to on, to wcale mi nie przeszkadza. Kocham gdy jest w moim pobliżu. Albo raczej kocham jego. Nie chce wnikać w szczegóły.
 – Miło, że przyszedłeś! Oczywiście, nie przeszkadzasz. Testowałem nową gitarę, chcesz zobaczyć? - spytałem, uśmiechając się ciepło. 
– Jeszcze pytasz? Pokazuj mi natychmiast to nowe cudo!
– Patrz i podziwiaj – mówię i podaje mu instrument. Aoi zaczął delikatnie pociągać struny, grając jakoś nie znaną mi melodie. Była dosyć smutna, tak samo jak wyraz twarzy osoby która ją grała. To raczej nie w stylu Yuu. On woli bardziej elektryczny kawałki. 
– Ej? Aoi czy coś się stało? – pytam troskliwie po tym jak chłopaka kończy grę. 
– Nie, nic. Chciałem po prostu zagrać coś poważnego, ale raczej mi to nie wyszło - odrzekł spokojnie i westchnął. 
 – Nie wyszło?! To było piękne! Nie bądź taki skromniutki. 
– Mniejsza z tym. Czy możesz zrobić mi kawy? Koniecznie z mlekiem - poprosił, siadając na sefie, postawionej przy oknie. 
– Oczywiście, już biegnę.
– Dziękuje – powiedział, a ja tylko uśmiechnąłem się w odpowiedzi i skierowałem się w stronę kuchni. Nastawiłem wodę i usiadłem na krześle oczekując, na gwizdek, który oznajmi, że jest już gotowa. Yuu ostatnio jest jakiś przygnębiony. Ciekawe czemu. Czy to winna jesiennej depresji? A może coś się stało w jego życiu towarzyskim? Nie wiem tego. Nie lubię jak on taki jest. Taki nie ,,Aoiowaty’’ . Nie swój...
Wróciłem do salonu z tacką na której stały dwie porcelanowe filiżanki, cukier w kostkach i srebrne łyżeczki. Postawiłem wszystko na stole i siadłem naprzeciwko chłopaka. Widzę nawet stąd, że jego oczy są nieobecne. Puste. 
– Aoi? – pytam nieco zaniepokojony jego stanem.
– Słucham? – mówi jak nigdy zwrotem grzecznościowym. Gdyba był taki jak zawsze, jestem pewien, że zapytałby ,,co znowu chcesz blondasku?’’ 
– Wiesz, ostatnio zauważyłem, że jesteś jakiś pochmurny i smutny. Czy coś się stało? 
– Właściwie to masz racje, coś się stało… – odpowiada tajemniczo, z wlepionym wzrokiem w podłogę.
- No, więc co? - spytałem po raz kolejny, oczekując konkretnej odpowiedzi. 
– To wszystko twoja wina… - szepnął spuszczając głowę w dół. 
– Jak to moja? Zrobiłem coś nie tak? - zdziwiony od razu zacząłem uważnie mu się przyglądać. Oczywiście! Gdy nie ma na kogo zgonić to trzeba na biednego Akirę! Bo przecież to on jest ten najgorszy!
– Wszystko… – kolejna lakoniczna odpowiedzi. 
– ,,Wszystko’’ to znaczy co?
 – Może to, że nie zwracasz na mnie uwagi? Staram się, a ty co? Ignorujesz mnie. Traktujesz jak powietrze. 
– O czym ty mówisz? ,,Jak powietrze’’? Co przez to rozumiesz? 
– Mniej więcej to, że cie kocham Reita, a ty mnie cały czas zbywasz. – wyszeptał cicho. 
– Poczekaj, co? Ale jak to? - spytałem z niedowierzaniem. Kocha? Przecież... przecież to nie możliwe. 
– Tak to, odkąd cie poznałem – odparł poważnie, sącząc kawę.
 – Ale… – nawet nie dokończyłem, bo nie wiedziałem co powiedzieć. 
– Co przecież? Brzydzi cie to? Czy to przez to, że jestem chłopakiem? Czujesz dyskomfort? Tak cie to obrzydza? 
– Nie, Yuu. Nie o to mi chodzi, ja po prostu… - zagryzłem wargi, próbując wymyślić odpowiednią odpowiedź. 
– Co? Powiedz to wreszcie. 
– No bo ja… Ja cie chyba również cie kocham. – wydusiłem z siebie przerażającą prawdę. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Aoi zawsze mi się podobał. Odkąd pamiętam. Zawsze starałem zdusić to w sobie, tak aby nikt się nie dowiedział, w końcu sam przestałem zauważać to uczucie. Ale teraz, nie mogłem już okłamywać samego siebie. 
– Akira, czy jesteś tego pewien? 
– Oczywiście Yuu na sto procent.
 – Czemu mi nigdy tego nie powiedziałeś? Wiesz chyba, że nawet jeśli nic bym do ciebie nie czuł, to nie jestem jakimś homofobem, który by cie znienawidził. 
– Przepraszam, tchórz ze mnie. Bałem się. 
– Nawet tak nie mów! Jesteś po prostu nie śmiały. Normalna rzecz. 
– Jesteś taki wyrozumiały Aoi! Czemu musisz być we wszystkim taki dobry? 
- Nie przesadzaj, nie jestem we wszystkim taki doskonały. 
– Jesteś – mówię i podchodzę do chłopaka. Siadam mu na kolanach i obejmuje za szyje. On się subtelnie uśmiecha. Odgarnuje mi z czoła kosmyk włosów. Cały czas patrzy się w moje oczy. Jego ręce dotykały mojego torsu. Jedyne co zrobił to podniósł dwoma palcami moją brodę i przybliża swoją twarz do mojej. Zamknąłem lekko oczy i tylko czekam na to, aż mnie pocałuje. Mija chwilka, potem następna. Co się dzieje? Przecież przed sekundą schylał się aby mnie pocałować. Czyżby się wahał? Otwieram oczy. Twarz Yuu jest prawie przy mojej, a jego usta złożone w tak zwany ,,dziubek’’ To ja mam go całować? Niech będzie. 
– Czy coś się stało Akira? – zwraca się do mnie, z zamkniętymi oczami. 
– Przepraszam, myślałem, że ty mnie pocałujesz – odparłem i wgryzłem się w pełne usta Yuu. Chciał chyba coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo w mgnienia oku mój język znalazł się w jego ustach. Powoli zacząłem oblizywać jego podniebienie, tak jak potrafiłem najlepiej. Przesuwałem język w głąb jamy ustnej, cały czas zmniejszając odległość która nas dzieliła. Oczywiście Aoi robił to samo, tyle , że on ma w tym jakąś lepszą wprawę. Ja nie miałem nikogo z kim mógłbym poćwiczyć.
 Powoli przechylaliśmy się, aż opadliśmy do pozycji leżącej na kanapę. Aoi oderwał się ode mnie i podparł się na rękach, zawisając nade mną. Zaczął powoli zdejmować z siebie zbędną odzież, wymachując nią w powietrzu. Czyżby striptizik? W końcu po Aoim wszystkiego można się spodziewać. Wstał i zaczął wykonywać niezgrabne ruchy w rytm jakiejś piosenki, którą puścił na telefonie. Jakoś nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. To było takie zabawne. 
– Wybacz Akira, nie jestem zbyt dobrym tancerzem. – mówi jakby zawiedziony 
– Nie, nie! Kontynuuj. To mnie cholernie podnieca. – odpowiadam i puszczam mu oczko. On zachichotał i powoli zaczął rozpinać pasek od spodni. Coś mu to nie szło, więc postanowiłem mu pomóc. Podszedłem do niego, i jednym szybkim ruchem wyjąłem skórzany pas, po czy odrzuciłem go gdzieś w tył. Aoi włożył ręce pod mój czarny podkoszulek i zaczął masować mi plecy. Cicho westchnąłem i objąłem go za szyję. 
– Czy jesteś gotowy? – pyta mnie słodkim głosem i uśmiecha się. 
– T-tak – odpowiadam , jąkając się przez nadmiar emocji. On cicho westchną i polizał mnie w policzek. Zadrżałem i mocniej zacisnąłem dłonie na jego płaszczu. Jego ręce błądziły po moim torsie poruszając się wolno i ledwo odczuwalnie. To takie przyjemne uczucie, kiedy tak robi. Pocałował mnie namiętnie w usta, po czym wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Dobrze wiedział gdzie to jest, bo nie raz nocował u mnie. Rzeczywiście, spaliśmy wtedy w jednym łóżku, ale nic między nami nie zaszło, jednak teraz to się zmieni. Delikatnie ułożył mnie na miękkim łóżku i zdjął ze mnie bluzkę. Muskał moją szyje wargami, co jakiś czas również językiem. Ręce miał splecione na moich plecach. Powoli zniżał się na poziom klatki piersiowej. Przygryzł leciutko mojego sutka, po czym go dokładnie oblizał. Sprawiał mi tak dużo przyjemności, nie wiem jak będę musiał się mu odwdzięczyć. Teraz zdejmował moje spodnie. Robił to wolno, chyba tak aby mnie zniecierpliwić. Ja zdjąłem z niego brązowy płaszcz i jeszcze wcześniej rozpiąłem guziki jego białej koszuli. Oczywiści spodni pozbawiłem go tak samo szybko jak reszty garderoby. Teraz miał już na sobie tylko bokserki, tak samo jak ja. Chociaż nie, ja miałem jeszcze na twarzy moją bandamkę, która zawsze zasłaniała mój nos, którego z całego serca nienawidzę. 
– Czy mogą ją… – nawet nie dokończył, bo potakująco kiwnąłem głową. Chłopak od razu skierował ręce w stronę mojego karku, aby odwiązać supeł. Udało mu się to w rekordowym czasie, po czym wrócił do pieszczot. Powoli zdjął ze mnie ostatnią część stroju. Delikatnie ręką musną mój członek. 
Czułem się głupio wiedząc, że jutro spotkamy się na próbie, pomiędzy wszystkimi chłopakami. Ale co tam! Raz się żyje! Yuu zaczął masować go, co jakiś czas ściskając mocniej. Po prostu robił do doskonale. Wypadałem przy nim co najmniej żałośnie. 
Dzięki jego zdolnościom już zaledwie po kilku minutach doszedłem, i to tylko dzięki dotykowi. Oczywiście, że nie zostawił jeszcze w spokoju mojego członka. Wziął go do ust i sprawiał mi coraz więcej rozkoszy. Ale jakie on ma gardło! Mój penis zmieścił się cały. Ciekawy czy Ruki też takie by miał. Chociaż, on pewnie nie pozwoliłby go dotknąć. Mniejsza z tym. Aoi powoli (aż zbytnio!), oblizywał go od góry do dołu. Zdałem sobie sprawę z tego, że nieświadomie wypycham biodra do przodu. Nawet nie zamierzałem przestać, chyba to nic złego. 
Znowu dochodzę, on potrafi zrobić coś czego żadna kobieta by nie umiała. Kocham go! Tak, właśnie, kocham! Wykrzyczałem jego imię i znowu wytrysnąłem, prosto w twarz chłopaka. 
– Jejku! Przepraszam Yuu! Nie chciałem! – powiedziałem pół-krzykiem i sięgnąłem po chusteczkę, aby wytrzeć białą ciecz. Aoi jednak tylko cofną twarz. 
– Spoko. Przecież nic się nie stało. – mówi i śmieje się perliście. – Ale mam taką prośbę…
 – Jaką? – spytałem zdziwiony. 
– Czy mógłbyś to zlizać? Błagam! – spojrzał na mnie słodkimi oczkami i zamrugał. 
– Uch.. No dobra, co mi tam – odpowiadam i przysuwam się do jego twarzy. Zaczynam zlizywać substancje, nawet bez wahania. Ogólnie to była całkiem smaczna, oczywiście jak na rzecz którą jest. Chłopak tylko cicho mruczał pod nosem. Jego ręce gładziły moje ciało, dając mi przyjemność. Dokładnie oblizałem każdy milimetr twarzy chłopaka. Chyba niczego nie przegapiłem. 
– No dobra Akira, a więc teraz czy ja mogę się zabawić? – pyta i niewinnie się uśmiecha. 
– O-oczywiście – odpowiadam drżącym głosem. 
– Cieszę się. Będę delikatny. Obiecuje! 
– Mam nadzieje… – szepcze sam do siebie.
 – Ale czy masz może jakiś balsam, albo żel? Bo bez tego raczej to ,,delikatnie’’ nie wyjdzie… 
– Poczekaj, już przynoszę – odrzekłem i poszedłem do łazienki po mój ulubiony specyfik, który zawsze używam gdy idę pod prysznic. Wracam i wskakuje na łóżko obok niego. Nacieram ręce żelem, po czym nakładam warstwę na penisa Yuu. Starałem się robić to jak najdokładniej, ale zarazem chciałem dowieść, że nie jestem gorszy od niego i również mogę doprowadzić go w każdej chwili. 
– Dobra, już wystarczy – mówi i czochra mi włosy – Teraz musisz się rozluźnić. Nie możesz być broń boże spięty. To przecież normalna rzecz. – dodaje i rozszerza moje chude nogi, cały czas je gładząc. 
- Okej - odpowiadam, a on bez ostrzeżenia i co gorsza bez przygotowania wchodzi we mnie. Po zarumienionym policzku spłynęły mi łzy. Naprawdę bolało.
– Akira, proszę nie płacz. Przepraszam! – szepcze i wbija się we mnie coraz bardziej stanowczo. Ja tylko mogłem położyć głowę na prześcieradle i poddać się bolesnemu stosunkowi. Bolało, ale z minuty na minutę dawało coraz więcej rozkoszy. Jego paznokcie w kolorze czerni wbijały się w moje pośladki, wtedy nie zwracałem na to uwagi, bo czerpałem już samą przyjemność. Było doskonale. 

 Nagle usłyszałem czyjeś kroki, albo mi się wydawało. Nie jednak nie wydawało mi się! Drzwi do sypialni otworzyły się, a w nich stał Ruki. 
– Cześć Reita, mam do ciebie prośbę. Czy mógłbyś… – nie dokończył i dopiero teraz spojrzał na nas. Chyba go zamurowało, bo przez dłuższą chwilkę nic nie mówił, jedynie patrzył na nas szeroko otwartymi oczami... 
– Mówiłem ci już tyle razy Ruki! Jeżeli chcesz wejść to pukaj! – mówię lekko podniesionym głosem - Mhm... Tak mi dobrze - dodałem po chwili, bardzo cicho. Yuu naprawde umie zadowolic człowieka. 
– Przepraszam. Sądziłem, że siedzisz sam w domu - mruknął, jakby ze skruchą. Czy wspominałem już, że Aoś wcale nie przestał mnie posuwać? Tak, tak robił to na oczach Ruksa, który uciekał wzrokiem gdzieś nie wiadomo gdzie. "No napatrz się stary zboczeńcu, napatrz" - pomyślałem, nie mając zamiaru tego powiedzieć głośniej. 
– Nic się chyba nie stało, prawda Yuu? – zwróciłem się do chłopaka, który teraz leżał no moich plecach, po wcześniejszym dojściu w moim wnętrzu. 
 – N-nie – odpowiada drżącym głosem, bo ten cały stosunek całkowicie go wykończył. Pogłaskałem go po włosach, a on uśmiechną się i pocałował mnie w tył szyje. 
– Wreszcie zdobyłeś się na odwagę i powiedziałeś mu to? – spytał Aoiego, a chłopak pokiwał przytakująco głową 
– Mówiłem ci, że on też cie kocha! Po co było utrudniać sobie życie? Teraz chyba wreszcie będziecie parą? – Wiedziałeś? – pytam z niedowierzaniem
 – Oczywiście, że tak. Pewnie o tym nie wiesz, ale Yuu przychodził i zwierzał mi się. Cały czas ryczał jak opowiadał o tym, że ty go nie pokochasz, znienawidzisz i tym podobne rzeczy. 
– Nie wiedziałem – odpowiadam i patrzę na chłopaka, który już chyba spał. 
– No dobra to ja idę, musicie odpocząć – odpowiada i się uśmiecha – Tylko proszę! Nie spóźnijcie się jutro na próbę. Kai znowu będzie się wściekał i wyżywał na nas. 
– Dobra, nie martw się będziemy na czas. 
– Dobranoc ! – rzuca na pożegnanie i wychodzi z pokoju, ale po chwili się wraca. 
– Czy coś się stało? – pytam. 
– Trochę głupio mi pytać, ale czy sądzisz, że Uruha by się ze mną umówił? 
– Zapytaj się go i ,,nie utrudniaj sobie życia’’ – wymamrotał Aoi z zamkniętymi oczami. 
 - Dzięki! – krzyknął i wyszedł zamakając za sobą drzwi. Mam nadzieje, że Rukiemu się uda umówić z Kouyou. Tworzyli by ładną parkę. Biedny Kai zostałby wtedy sam, bo nie byłoby już w zespole nikogo kto by się z nim umówił. No ale może on jeden jest hetero. Mniejsza z tym. Przytuliłem się do klatki piersiowej Aoiego i od razu zasnąłem. Czułem ciepło bijące od jego ciała, słyszałem również przyśpieszony oddech. Przy nim było mi tak dobrze…
*** 
Kuro Yoru

I love you my friend


Tytuł: I love you my friend
Rodzaj wpisu: Yaoi / one-shot
Ostrzeżenia: Scena erotyczna
Od autora: Oto i opowiadanie z postaciami w 100 % stworzonymi przeze mnie. Jest trochę nudne, ale chyba nie jest aż tak źle. Zresztą sami oceńcie. Zapraszam do czytania ~ 

***

– Dziękuje Wam za współprace podczas lekcji i proszę abyście przejrzeli przed sprawdzianem jeszcze raz wszystkie zagadnienia – zakończyła nauczycielka i zamknęła opasły tom jakiejś książki. Klasa tylko cicho westchnęła i przytaknęła. Wszyscy zaczęli się pakować wywołując w sali harmider. Było słychać szmery, postukiwania, ciche szepty dziewczyn i rozmowy chłopców.
– Suzuki coś dziś jesteś smutny. Czy coś się stało? – usłyszałem za sobą czyjś głos. Odwróciłem się i ujrzałem Tetsumiego – mojego najlepszego przyjaciela. Był o głowę wyższy ode mnie, miał kruczoczarne włosy, szmaragdowe oczy i brzoskwiniową skórę. Był o dziesięć razy ładniejszy niż ja – niski blondyn, o chabrowych oczach, które zawsze zasłaniały szkła okularów, i bladej porcelanowej cerze. Czemu to akurat on musiał być najładniejszy w naszej małej klasie, gdzie przeważała liczba dziewczyn? Zazdroszczę mu tej jego urody i charyzmy. On jest dokładnym przeciwieństwem mnie. Kujonka, który dba tylko o siebie. Biedni ludzie którzy mnie poznali – Och, co ty mi się tak przyglądasz, co? – usłyszałem ponownie ten sam głos i lekko się zarumieniłem wiedząc że wpatruje się prosto w jego twarz, z rozmarzonymi oczami.
– Haha, może się zakochał? – powiedział Subaru, jeden z moich kolegów. W odpowiedzi posłałem mu zabójcze spojrzenie i pokazałem środkowy palec, no co on tylko zachichotał i odwrócił się do swojej ławki.
– Zakochałeś się we mnie? – spytał słodkim głosem i przybrał tak piękny wyraz twarzy, jak tylko da się wyobrazić. Wpatrywałem się w niego coraz bardziej rozkojarzony jego przepięknymi oczkami, i nawet nie zauważyłem kiedy zadzwonił dzwonek, a w sali zostaliśmy tylko my i nauczycielka.
– Chłopcy idzie już do domu, bo zaraz zrobi się ciemno – powiedziała i pokazała gestem dłoni otwarte na rozcież drzwi. Tetsumi złapał mnie za rękę i wyprowadził za szkoły, ciągnąc w stronę jego domu, który był zaledwie pięć minut drogi stąd.
– Co ty wyprawiasz!? – zapytałem głośno, próbując wyszarpać się ze stalowego uścisku chłopaka. On tylko mrukną coś pod nosem i mocniej zacisną na mnie swoją dłoń – To nie jest śmieszne! Czemu mi nie odpowiadasz tylko jak jakiś szajbus ciągniesz mnie do swojego domu?
– Spójrz – wskazał na horyzont, gdzie widać było zachodzące słońce. Wyglądało to tak pięknie, zwłaszcza, że teraz znajdowaliśmy się na niewielkim wznieceniu, więc na tle pomarańczowego nieba widać było majaczące cienie drzew w parku i wysokich budynków osiedlowych, które znajdowały się kilka metrów dalej.
– Widzę, to niebo. Dopiero teraz zauważyłeś, że coś takiego istnieje?
– Nie o to chodzi, robi się już ciemno, a tu jest niebezpiecznie po zmroku. Ty masz odrobinę dalej do domu, bo musisz jechać tramwajem, a więc lepiej abyś dziś został na noc u mnie.
– No to było powiedzieć od razu, zanim zacząłem panikować – westchnąłem z ulgą.
– Wybacz, wiesz jaki jestem – najpierw robię a potem pytam o zgodę – powiedział i cicho się zaśmiał.
Kiedy już weszliśmy do domu przywitała nas jedynie cisza i przenikliwy chłód.
– Rodzice wyjechali na jakąś delegacje, a ja sobie nie najlepiej radze sam w domu, więc przepraszam za ten bałagan – odpowiedział na mój pytający wzrok i rzucił swoją torbę gdzieś do pokoju.
– Ten, no… Czyli jesteśmy tutaj sami?
-Taaa… Czy to jakiś problem?
– Nie, tylko się chciałem upewnić – zacząłem nerwowo nawijać na palca małą niteczkę zwisającą z mojego mundurka. Sam na sam w tak dużym domu z najlepszym przyjacielem, spoko…
– Mama powiedziała żebym sobie coś ugotował, a ja nie potrafię, więc wybacz, nie mam cie czym poczęstować – powiedział i lekko się zarumienił.
– Czyli jesteś głodny, co nie?
– Może troszeczkę, ale jak chcesz możemy zamówić pizze. Ostatnio tylko to jem więc dla mnie bez różnicy.
– Nie ma takiej potrzeby, ja coś ugotuje. Moja mama nauczyła mnie kilku przepisów, więc się nie bój. Przy mnie z głodu nie umrzesz.
– Okej panie kucharzu, wiesz gdzie jest kuchnie, więc biegnij. Mam nadzieje, że nie chcesz mnie otruć.
– Nie martw się słonko, zakochasz się w mojej kuchni – odparłem i poszedłem w stronę jadalni. Otworzyłem lodówkę i wybrałem potrzebne składniki. Wrzuciłem na patelnie bulion, mirin*, odrobinkę sake i szczyptę cukru, po czym wszystko wymieszałem i dodałem pokrojoną cebulę, oraz mięso kurczaka. Poddusiłem je i gdy było gotowe wlałem trochę rozmąconego jajka. Poczekałem chwilkę po czym dodałem białko i kawałki pietruszki
– Coś mi tu ładnie pachnie, co tam pichcisz? – spytał mnie czarnowłosy, który właśnie wkroczył do pomieszczeni wciągając zapach potrawy.
– Właśnie skończyłem, ugotowałem oyakodon*, mam nadzieje, że ci posmakuje – odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko. Nałożyłem na niebieski talerzyk najpierw porcje dla Tetsumi'ego, a potem dla siebie. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść. Spojrzałem ukradkiem na chłopaka siedzącego obok. Nic nie robił, jedynie lustrował mnie swoimi oczami, podpierają głowę ręką – Czy coś nie tak? – spytałem odrobinę speszony jego wzrokiem.
– Nie, czemu? Po prostu przyglądam ci się. Jesteś uroczy kiedy jesz – odpowiedział, a mnie zamurowało. Czy to miał być komplement, czy kiepski żart? Nie wiem już sam…
– Dziękuje – szepnąłem po cichu, i nagle poczułem na swoim udzie jego wyczuwalną przez materiał gorącą rękę. Moje policzki zaszły pąsowymi pręgami, a głos nie chciał wyjść z krtani. Czułem się jak sparaliżowany.
– Wiesz co ci powiem? – spytał widocznie usatysfakcjonowany moją reakcją.
-Yhm? – tylko tyle udało mi się wymówić.
– Pamiętasz jak mi mówiłeś, że zakocham się w twojej kuchni? – pokiwałem przytakująco głową, nadal nie zdolny do większego ruchu – No to miałeś po części racje, tyle, że zakochałem się ogólnie w tobie – fala gorąca zalała moje ciało. Co on powiedział? Czy to jeden z tych snów (a raczej koszmarów) na jawie?
– Tetsumi… – jego ręka powędrowała pod moją niebieską jesienną kurtkę, przerywając mi. Mam go odepchnąć? A może przytulić? Co ja właściwie czuje? Czy te wszystkie myśli, które ostatnio krążą tylko wokół niego to oznaka jakiegoś uczucia? Może jestem nienormalny, ale on chyba mi się podoba. Jest moim przyjacielem jeszcze z dzieciństwa, więc wiem o nim wszystko. Nic przede mną nigdy nie ukrył, zawsze mi się zwierzał, wypłakiwał i wyżalał. W moim towarzystwie zamieniał się w płaczliwego, słabego chłopaka z problemami, może to przez to się w nim zakochałem? Czy zakochaniem można nazwać nagłe odkrycie swoich dotąd nieznanych uczuć? Czy to normalne, że czuje pociąg do chłopaka? Co ja mam niby teraz zrobić?
– Odpowiedz mi Suzuki. Kochasz mnie czy nie? Pamiętasz? Pytałem się o to jeszcze w szkole, ale nie uzyskałem odpowiedzi, więc proszę o nią teraz. Szczerą, prosto z serca.
– Ja… Ja nie wiem – wydusiłem z siebie i na powrót zamilkłem. Zapanowała cisza. Tetsumi wstał i podszedł bliżej mnie. Usiadł mi na kolanach i obiją za szyje, po czym głęboko spojrzał mi w oczy jakby czegoś w nich szukał. Może tej swojej odpowiedzi? Nie wiem czy coś znajdzie zwłaszcza, że jestem nieco rozdarty. Czułem na sobie gorący oddech, który coraz bardziej mnie podniecał. Jego ręce ułożone były teraz na moich ramionach, delikatnie ściskając rękawy bluzy. Coraz bardziej się przybliżał, aż w końcu dzieliło nas zaledwie kilka milimetrów.
– Suzuki, powiedz to bo będę zły. Chyba tego nie chcesz, prawda? – spytał słodko i zamrugał rzęsami.
– Nie chcę, ale nie umiem również słowami opisać tego co w tej chwili czuje.
– Czy to szczęście? A może strach? Obrzydzenie, albo dyskomfort?
– Raczej to pierwsze. Jeśli to powiem czy ty również będziesz szczęśliwy?
– Jak nigdy, wystarczą dwa słowa.
– Kocham cie. Mocno i do szaleństwa – szepnąłem mu cicho do ucha, jakby chcąc aby nikt tego nie usłyszał, mimo to, iż jesteśmy sami. Nawet nie próbowałem kłamać, bo i po co? Prawda i tak by wyszła na jaw prędzej, czy później. Chłopak uśmiechną się zadziornie i delikatnie opuszkami palców przejechał po całej długości mojego policzka. Powoli zsunął mi z nosa okulary i jeszcze raz przez momencik spojrzał w oczy. Słabo widziałem, ale chyba na jego twarzy widać było satysfakcje. Czemu on musi być taki przekonujący, a jednocześnie uroczy i stanowczy. Pokonał ostatnie milimetry pustej przestrzeni między naszymi twarzami i pocałował mnie namiętnie w usta. Było mi odrobinkę ciężko, ale i tak to nie miało większego znaczenia, bo wiedziałem co zaraz nastąpi. Ciekawe gdzie w końcu wylądujemy. Tetsumi jest strasznie znudzony monotonnością życia codziennego, więc na pewno nie w łóżku. Może gdzieś na dywanie, albo na poddaszu? Mniejsza z tym, teraz trzeba się skupić na pocałunku. Przydałoby się troszeczkę postarać, a nie tak po prostu nic nie robić. Przejmuje inicjatywę kochany, jesteś i tak za bardzo pewny siebie. Przycisnąłem jego ciało do swojego i pogłębiłem maksymalnie pocałunek. Zaskoczony chłopak otworzył jedno oko, które do tej pory był zamknięte i zbadał dokładnie sytuacje w której się znajduje. Przez mgiełkę widziałem błysk w jego szmaragdowy wzroku i już po chwili leżałem na podłodze, przygnieciony jego ciężarem.
-No proszę, widzę, że chcesz czegoś więc. Mogę ci pożyczyć swoje ciało, chcesz?
– Ciało? Hmm… Jeżeli chcesz mi je dać na dzisiejszy wieczór to chętnie wezmę. Jest takie zgrabne i ponętne, że nie mogę się oprzeć – odpowiedziałem sam się sobie dziwiąc i przekręciłem go w taki sposób, że to ja siedziałem w pozycji dominującej. Założyłem na powrót moje okulary, aby widzieć co robię i schyliłem się nad jego twarzą aby ją dokładnie obcałować.
– Poczekaj, poczekaj. Ja się tutaj nie zamierzam kochać, bo po pierwsze jest mi twardo i zimno, a po drugie to kuchnia. Chodźmy do salonu pod piecyk. Tam będzie idealnie.
– Jeżeli tam chcesz, to chodzimy. To nie mój dom, więc wiesz, muszę przystać na tą propozycje.
– To takie urocze gdy tak się zachowujesz. Tak ulegle, a jednocześnie samczo, moje marzenie! – szepną mi do ucha, zanim wyślizgną się z pode mnie. Grzecznie podążyłem za nim do salonu, gdzie przy kominku leżał miękki dywanik w zebrze paski. Ciekawe czy to z prawdziwej zebry, czy tylko imitacja. Jaki normalny człowiek zabijałby te przepiękne zwierzęta, tylko dla jakiejś tam skóry. Jakbym mógł kupiłbym sobie taki cudo, i trzymałbym na działce.
– Wiem co myślisz, nie martw się to tylko podróbka. Myślisz, że trzymałbym w domu zwłoki zebry? To takie niehigieniczne, a zresztą moja mama chyba by wygoniła ojca z domu gdyby przyniósł coś takiego, ma sentyment do tych zwierzątek – odparł widząc jak się wpatruje w wykładzinę. On chyba zawsze wiedział o czym w danej chwili myślę, to taka jakby telepatia.
– No to na czym skończyliśmy? – spytałem już nieco zniecierpliwiony, i ponownie przyciągnąłem go do siebie. Lekko się zachwiał i upadłby gdybym go nie złapał. Ukrył twarz w moim ramieniu i delikatnie zachichotał.
– Wybacz niezdara za mnie – szepnął mi do ucha. Co ja mam teraz zrobić? Widać, że on chce się za mną trochę zabawić, ale mam tyle obaw co do tego. Jeżeli nie uda mi się go zaspokoić, to może ode mnie uciec, a tego właśnie nie chcę. Ja naprawdę chyba go kocham, bo boje się, że mnie zostawi.
– Tetsumi czy ty… – zacząłem szeptem i nawet nie dokończyłem bo chłopak, złączył nasze usta w pocałunku, ale chwile wcześniej odpowiedział ,,Na zawsze…’’ Czy mogę mu wierzyć? A może powinienem sobie odpuścić?
– Suzu, będziemy się kochać, co nie? – spytał odrywając się ode mnie. Co mam odpowiedzieć? Może po prostu nic. To będzie najprostsze rozwiązanie. Puściłem do niego oczko i uśmiechnąłem się wyzywająco. Nie rozumiem jego logiki, przecież jest wyższy ode mnie, i na pewno silniejszy, ale jednak to ja ciągle prowadzę. Nie narzekam, czy coś, po prostu się dziwię – Rozbiorę cie, okej? – ponownie zadał pytanie i położył swoje ręce na moich ramionach. Nawet nie oczekując odpowiedzi, zdjął mi niebieska bluzę, rzucając ją gdzieś za siebie. Teraz dopiero czułem się strasznie podrzędnie, widząc w jego oczach dzikość i pożądanie. Przytulił swoje czoło do mojego, i złapał mnie za brodę. Na mojej twarzy kolejny raz pojawił się rumieniec, a serce zabiło głośniej. To nazywa się miłość? Kiedy niespokojny oddech wydobywa się z moich ust, a ciało przechodzi dreszcz podniecenia – Czy ty mnie kochasz? – spytał jeszcze raz chuchając mi w twarz gorącym powietrzem.
– Tetsumi, myślisz, że jeżeli bym cie nie kochał, to robiłbym to wszystko? Jesteś moim narkotykiem, i to nie od dziś. Kocham cie! Kocham cie! Kocham cie! – powtórzyłem ostatni wyraz tylko po to aby podkreślić powagę moich słów. On się uśmiechnął i ponownie pocałował mnie w usta. Nasze języki złączyły się w mokrym i namiętnym pocałunku. Oblizywaliśmy sobie nawzajem wargi, mrucząc z przyjemności. Jego ręce błądziły pod moim ubraniem, gładząc moje gorące z podniecenia ciało. Robiło mi się już trochę ciasno, więc spojrzałem mu w oczy błagalnym wzrokiem.
– Chcesz mnie już, co nie? Masz ochotę zanurzyć się w rozkoszy i mnie poczuć? Nie będę tego długo ciągnął, jedynie dlatego, że robi mi się nie wygodnie. Ciesz się, to twoja wina – powiedział i rozpiął mój mundurek, po czym przyssał się do mojej skóry. Cicho westchnąłem i zadrżałem. Złapał mnie za pośladki i przechylił. Nie czułem już gruntu pod nogami, jedynie pustą przestrzeń. Nie panikowałem, bo dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że Tetsumi wie co robi. Chyba…
– Weź mnie kochanie, mam już dosyć czekania, to mnie przerasta – wyszeptałem i niespokojnie poruszyłem biodrami. To takie impulsywne zachowanie z mojej strony. Wiem, że powinienem być chociaż trochę bardziej cierpliwy, ale to mi nie wychodzi, bo po prostu jego postawa mnie denerwuje. Jest taki spokojny i opanowany, ciekawy czy jak już dojdzie do punktu bez wyjścia, to też taki będzie. Muszę zrobić coś co go podnieci i nie pozwoli być takim cholernie flegmatycznym. Nie mam pomysłu, no chyba żeby… Haha, szykuj się Tetsumi, ciekawy czy po tym będziesz tak samo irytująco powolny, co teraz. Wyszarpałem się z jego uścisku, i położyłem się na podłodze, zamykając oczy i delikatnie wsadzając ręce pod czarny pasek spodni. Zacisnąłem palce na mojej męskości i delikatnie ją masowałem. Pojękiwałem i wymawiałem powolutku imię – Te-Te-Te-Tetsu-Tetsumi! – mruczałem samo gwałcąc się. Rozchyliłem lekko oczy i spojrzałem na chłopaka który uważnie mi się przyglądał. Jego mina była bezcenna. Ciekawe co teraz myśli o mnie, kiedy wije się na podłodze robiąc sobie dobrze. Mam nadzieje, że to na niego podziała a jak nie to udamy, że tego nie było.
– Suzu, co ty wyprawiasz? – spytał cicho nie umiejętnie powstrzymując śmiech.
– No ja, ten, tego… – zacząłem się jąkać nie wiedząc jak to wytłumaczyć –Widzisz, ze mną jest tak, że na ogół jestem bardzo niecierpliwy, a ty to zbyt wykorzystujesz, więc ja próbuje zniszczyć w tobie tą bardzo denerwującą wadę i sprawić, żebyś nie mógł się tak przy mnie zachowywać. Rozumiesz o co mi chodzi?
– Nie, ale po prostu przytaknę i uśmiechnę się, żeby nie było.
– Jesteś debilem wiesz o tym?
– Jasne, ale ty się we mnie zakochałeś, więc jesteś na takim samym poziomie co ja. Jakiś problem?
– Wiesz, chyba zaraz dojdę, i to nie dzięki tobie. Powinieneś tu teraz przyjść i mi pomóc. Zrekompensuj się, bo przez ciebie zrobiłem z siebie debila – powiedziałem poirytowany i wyciągnąłem rękę ze spodni. Oblizałem palce i szybkim ruchem pociągnąłem Tetsumiego za nadgarstek w dół, opadł na mnie i przygniótł mnie swoim ciałem.
– Nie mów, że jesteś niedożywiony, skoro ważysz z pięćdziesiąt trzy kilo! Poważnie stary, schudnij – wydusiłem z siebie ledwo słyszalnie, nie mogąc oddychać. Zrzuciłem go z siebie i uklęknąłem na kolanach. Wyprostowałem tułów i westchnąłem. On tylko posmutniał i również usiadł, tyle, że w inny sposób. Podparł głowę na swoich zgrabnych nogach i obwiną je rękami.
– Wybacz mi Suzu, nigdy nie będę twoim ideałem. Wiem, że jestem odrobinę ciężki i mogłem zrobić ci krzywdę, ale naprawdę tego nie chciałem.
– Ech, Tetsumi, nie musisz przepraszać, bądź następnym razem po prostu bardziej ostrożny. Zobacz jaki ze mnie suchar, mógłbyś mnie złamać na pół. Jeżeli to cie podniesie na duchu, to wcale nie widać że ważysz tak dużo.
– Kiedy ty to mówisz to brzmi jak komplement, dzięki – odpowiedział i na powrót przysuną się do mnie. Tym razem nie próbował siadać na moich nogach czy cos w tym stylu, po prostu położył głowę no moim udzie i patrzył na mnie z dołu. Wydawał się być jednocześnie rozbawiony, i zasmucony. To wyglądało tak śmiesznie.
– No to co możemy już przejść do rzeczy? Jesteś zbyt uroczy, więc naprawdę nie mogę się już doczekać tego co mi zrobisz – pogładziłem go po włosach i uśmiechnąłem się zachęcająco.
– Musisz mnie rozebrać, wiesz o tym? Zrób to jak najbardziej zmysłowo, tak abym mógł poczuć dreszcze podniecenia – powiedział, odwzajemniając uśmiech. Powoli rozpinałem guziki jego granatowej kamizelki, muskając przy tym ustami jego szyję. Potem zdjąłem białą bluzkę, i uważają aby się nie pomięła położyłem na oparciu fotela który stał kilka centymetrów dalej. Kiedy został już pozbawiony górnej części garderoby, opuszkami palców znaczyłem znaczyć skomplikowane wzory na jego klatce piersiowej, tak aby wywołać u niego coś w rodzaju niedosytu żądzy seksualnej. Pośliniłem delikatnie palec i ponownie przejechałem po całej długości jego torsu. On cicho westchną. To było takie podniecając wiedząc, że jego plan bycia seme tym razem nie wypali. Co z tego, że jest wyższy i odrobinkę lepiej zbudowany? Ja prowadzę, więc to jego problem, że skapnie się dopiero gdy w niego wejdę. Ach, ten Tetsumi, jest taki głupiutki. Szybko zdjąłem z siebie czarne spodnie i rzuciłem gdzieś w dal, po czym spojrzałem ukradkiem na mojego partnera, który również zdejmował z siebie dolną garderobę. Te jego urocze nieporadne ruchy, powinien się trochę poduczyć jak to robić, chociażby z jakiegoś filmiku erotycznego, czy czegoś w tym rodzaju. Wróciłem do niego i zawisnąłem nad jego twarzą, dmuchając w nią gorącym powietrzem.
 - Tetsumi wiesz co teraz ci zrobię? Będzie dla mnie jęczał i prosił o więcej, zobaczysz –zacząłem szeptać mu do ucha delikatni muskając językiem płatek uszny. Ciekawe czy teraz też będzie taki hop do przodu, kiedy już wie, że to nie on będzie nadrzędny. Uwielbiałem sprawiać, że ludzie robili się zawiedzeni, to bardzo fajna zabawa.
– Dobrze, ale bądź delikatny – odpowiedział patrząc mi prosto w oczy, a ja jak wryty gapiłem się na jego usta które przed chwilą wymówiły bardzo irytujące słowa. Czemu on zawsze psuje całą zabawę? Miałem nadzieje, że będzie się wyrywał czy coś w tym stylu, a on tak po prostu mówi, żebym był delikatny. Nienawidzę tych jego głupich zachowań. Zrobię mu na złość i wcale nie będę delikatny, nie ma tak dobrze. Bez ostrzeżenia przewróciłem go na brzuch i zsunąłem z niego bokserki. Nadal żadnej reakcji z jego strony, co jest z nim nie tak? Pośliniłem dwa palce i od razu włożyłem w niego, nawet nic wcześniej o tym nie wspominając. Teraz zobaczymy czy nadal będzie taki super opanowany.
– Łaskoczesz mnie włosami, wiesz o tym? – chłopak cicho się zaśmiał i jakby nigdy nic powrócił do nic nie robienia, w czasie gdy ja go rozciągałem. Wredny z niego przyjaciel, skoro nie liczy się z moimi fantazjami, w których kaja się na kolanach prosząc o to abym przestał. Szlag mnie zaraz trafi, jeżeli nie wyda z siebie choćby jednego jęku. Włożyłem trzeci palec, bo widać było, że już jest na to gotowy i delikatnie zacząłem wszystkimi poruszać. Był taki fajny w środku, ciepły i ciasny. Tylko czemu nadal nie zwraca uwagi na to co z nim robię? Ignorowanie tego to nie jest dobry pomysł, bo jestem coraz bardziej wkurzony, co będzie miało ujście w moim zachowaniu podczas stosunku. Co mi tam , wejdę sobie w niego już teraz i jeszcze na dodatek jakby co nie pozwolę mu dojść. Tak jestem bardzo zły i zrobię na złość mojemu uke.
 - Odpokutujesz mi za to twoje wstrętne zachowanie. Mnie się po prostu nie bagatelizuje, bo robię się naprawdę zły. Musisz mnie błagać o litość – powiedziałem łapiąc go za jego krągłe pośladki. Nadal zero odzewu? Okej, sam tego chciał. Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem w niego. Tak zrobiłem to brutalnie i co z tego? Ostrzegałem go przed tym. Usłyszałem pierwszy jęk wydobywający z ust chłopaka i usatysfakcjonowany zacząłem się w nim poruszać, najpierw lekko, ale kiedy już w miarę się ustabilizował, robiłem to odważniej. Tak mi ciepło i dobrze, jak nigdy. On naprawdę jest piękny nie tylko na zewnątrz, środek też ma idealny, i nie chodzi mi teraz o jego zadziorny charakter, chociaż też bardzo mi się podoba. Chłopak zaczął ze mną współpracować, poruszając biodrami, ale nadal się nie odzywał. Może powinienem wejść głębiej? Głupie pytanie, jasne, że to zrobię bo to ja tu jestem teraz szefem. Moje ruchy przybrały na silę. Stawały się coraz bardziej chaotyczne. Czułem, że zaraz dojdę. Tetsumi zaciskał swoje mięśnie coraz mocniej sprawiają mi tym przyjemność. Idealnie. Doskonale. Rozkosznie. Czemu się tak czuje robiąc to z chłopakiem? Nie wiem, ale mi dobrze to najważniejsze. Ciekawe czy Tetsumi także odczuwa tyle przyjemności. Jest możliwość, że trochę przesadziłem z tą brutalnością, ale raczej mała, ponieważ nie krzyczał, ani nic takiego. Właśnie w tej chwili biała ciecz zalała wnętrze mojego partnera, a ja sam opadłem na jego plecy, które by całe rozpalone. Wolno ześlizgnąłem się na podłogę, i dopiero teraz zauważyłem wyraz twarzy mojego kochanka. Był uśmiechnięty, ale z oczu nadal płynęły mu łzy opadające na podłego gdzie już była duża mokra plama.
– Jesteś w tym idealny Suzu, gdzie się tego nauczyłeś? – spytał z szklistymi oczami. Co to niby ma znaczyć? Czemu do cholery nie powiedział, że to go bolało? Jak mogłem doprowadzić go do takiego stanu? Jestem debilem i egoistą, nie powinienem tego tak robić. Obaj powinniśmy czerpać z tego rozkosz, a nie tylko ja.
- Tetsumi, czemu nie powiedziałeś, że boli? Nie chciałem zrobić ci krzywdy, wybacz – powiedziałem, i otarłem z jego policzka jedną z łez.
– Bo nie chciałem zrobić ci na złość, widziałem twój entuzjazm, a ja lubię patrzeć na ciebie gdy jesteś szczęśliwy, to w końcu nie zdarza się codziennie – odpowiedział, a we mnie coś pękło. Z oczu popłynęły mi łzy. Mimo to, że nie było tak obfite, jak mojego partnera, szybko zrobiły drugą trochę mniejszą plamę. Czy to jest pojęcie miłości? Kiedy robimy coś wbrew sobie, aby uszczęśliwić ukochaną osobę.
– Tetsumi, nie musiałeś tego robić, przecież jakbyś powiedział, żebym przestał to bym to zrobił.
– Zrobiłem to bo cie kocham głuptasie…

***
* Mirin – bardzo słodkie wino, używane tylko do gotowania
* Sake – wino ryżowe
* Oyakodon – japońska potrawa. Jest duszonym zestawieniem kurczaka, cebuli i jajka w specjalnym sosie.

 ***
Kuro Yoru ~  

środa, 28 sierpnia 2013

Rainbow: Miyavi x Aoi



Tytuł: Rainbow
Paring: Miyavi x Aoi
Rodzaj wpisu: Yaoi

Ostrzeżenia: Scena erotyczna

Od autora: Mam dziś dla Was opowiadanie nad który siedziałam chyba z miesiąc. Chwała temu, że odłączyli Internet i z powodu nudy wzięłam się za pisanie, ponieważ zapewne nigdy bym nie skończyła tego opowiadania. Ostrzegam, że zawiera dużo nieścisłości, więc w niektórych momentach możecie nie zrozumieć o co chodzi. Czekam na komentarze ~

***
Matko boska, jak tu gorąco! Czy oni tu nigdy okien nie otwierają? Można się ugotować! 
Snułem się po korytarzach apartamentowca. Kolejny duszny wieczór spędzony w murach tego cholernego budynku. Jak zawsze kochany Kai musiał wybrać akurat taki hotel w którym nic się ciekawego nie dzieję. Chciałbym żeby ta trasa koncertowa już się skończyła, bo chyba umrę tu z nudów.
– Cześć Aoi! – usłyszałem za sobą czyjś słodki głos. Odwróciłem głowę i zobaczyłem…blondyneczkę. Znowu przylazł mnie tu kusić swoim ciałem. Boże jaki on ładny. Te jego szmatki dodają mu tyle uroku, że nigdy bym mu się nie oparł, nie ważne o co by poprosił. Nóżki zgrabniutkie, pięknie wyeksponowane dzięki tej miniówce, mógłbym je pożreć wzrokiem. Twarzyczka niewinnego aniołka, która aż się prosi o to aby… no nie ważne o co.
– Bouś piękny jak zawsze – wyszeptałem podchodząc do niego i całując malutką dłoń. Jego policzki zaszły rumieńcami, a on sam zachichotał w swój czarowny, dziewczęcy sposób.
-Miły jesteś – odparł i uśmiechną się słodko – Wydajesz się być smutny, czy coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc? – zaproponował spoglądając na mnie z troską. On zawsze martwił się o innych. Odkąd pamiętam taki był.
– Jest taka jedna sprawa w której mógłbyś mi pomóc – szepnąłem cicho spoglądając w jego cudowne czarne oczęta . Przepełnione młodzieńczą pasją, zmieszaną z niepewnością. Kto by mógł się w nich nie zakochać? Mówi się, że oczy to zwierciadło duszy i w tym przypadku to przysłowie jest trafne.
– Aoi czemu tak dziwnie mi się przyglądasz? – spytał piskliwym głosikiem. Ja tylko coś niedbale mruknąłem pod nosem i łapiąc go w tali przyciągnąłem do siebie. Chłopak cicho krzykną i zamkną oczy. Rozejrzałem się w prawo i w lewo, aby sprawdzić czy nikt nie idzie, po czym złączyłem nasze usta w pocałunku. Na początku spotkałem się z niechęcią ze strony Bou, ale szybko stwierdziłem, że mu to nie przeszkadza, ponieważ mnie nie odpycha, ani nie wyrywa się.
Oblizałem dokładnie każde milimetr jego usteczek. Były słodkie i takie miękkie. Kobiece. Poczułem, jak blondynek delikatnie rozchyla wargi, tym samym dając mi pozwolenie, aby popisać się moimi zdolnościami w zakresie całowania. Nawet nie zastanawiając się dłużej, zachłannie wepchnąłem język do buzi Saito'ego. Masowałem językiem jego podniebienie, cały czas zahaczając o język. On delikatnie ssał mojego kolczyka. Słyszałem ciche pomruki zadowolenia które cały czas wydawał. Moja ręka niekontrolowanie powędrowała w stron jego klatki piersiowej. Przyłożyłem dłoń w miejsce gdzie znajdowało się serce. Poczułem jak mocno biję w jego malutkim dziewczęcym ciałku. Ba-dum. Ba-dum. Słychać je coraz wyraźniej. Splotłem nasze palce, przyciskając go do białej ściany, na której wisiał jakiś obraz owoców na półmisku. Ile trwał nasz pocałunek? Nie wiem. Wydawał się być zarazem krótki jak i długi. Względnie można by pomyśleć, że trwał około pięciu minut…
– Aoi… – wyszeptał chłopak z wypiekami na twarzy. W jego oczach nagle zabłysnęły łezki. Czemu? Czy zrobiłem coś nie tak? Głupie pytanie… Wszystko zrobiłem nie tak jak trzeba. Blondynek odepchną mnie i szybko pobiegł w stronę windy. Nacisną przycisk. Chciałem za nim pobiec. Wyjaśnić to wszystko, ale już nie zdarzyłem, ponieważ w tym samym momencie metalowe drzwi zatrzasnęły się, tuż przed moim nosem. W ostatniej chwili udało mi się dostrzec wyraz twarz chłopaka. Nie wiem jak go najtrafniej opisać. Może słowem ‘ból’? Chyba to jest najlepsze określenie. Ból. Dlaczego? Wiem, że nie byłem taktowny, ale jemu się to spodobało, bo przecież odwzajemnił mój pocałunek. Więc w czym rzecz? Nawet nie wiem który numer ma jego pokój, ani nawet na którym piętrze rezyduję. Problem goni problem. Gdy w końcu w jakiś sposób udało mi się okazać moje skryte uczucia, on ode mnie tak po prostu ucieka, nawet nie mówiąc ‘tak’ albo ‘nie’. Tak szczerze to nie ważne co by powiedział i tak nigdy nie przestałbym go kochać. Nie potrafię. Te oczy. Te usta. To ciało. Ta dusza. Czysta i nieskażona nienawiścią. Cały on jest jak Anioł, który tylko czeka na to aby móc odfrunąć na swoich białych, pierzastych skrzydłach w niebiosa. Ja taki nie jestem, dlatego właśnie dziwię się jego postawię. Mimo tego, że zazwyczaj spotyka się z nie miłymi komentarzami na swój temat po prostu śmieje się z tego. Życie jest dla niego beztroską zabawą, ale gdy musi umie postawić na swoim. Jest idealny.
***
Szkarłatny płyn powoli napełniał kryształowy kieliszek. Spojrzałem w stronę Rukiego, trzymającego butelkę jakiegoś włoskiego wina. Jego oczy już częściowo zaszły mgiełką. Ile on już musiał tego wypić zanim tu przyszedłem? Mniejsza z tym.
– Czy teraz wyjaśnisz mi czemu zawdzięczam twoją wizytę – zadał pytanie, odchodząc chwiejnym krokiem w kierunku sofy stojącej naprzeciwko mnie. Usiadł i odchylił głowę do tyłu. Widocznie był już nieźle podpity.
– Nie mogę odwiedzić przyjaciela w jego pokoju? – spytałem, podnoszą do ust naczynie z alkoholem. Uśmiechnąłem się niewinnie i upiłem duży łyk napoju. Był wspaniały. Znakomite lekarstwo na wszelakie udręki.
– Znam cię Aoi, więc nie wmawiaj mi, że przyszedłeś w celach rozrywkowych. Powiedz mi – co cię dręczy? Widać po tobie, że coś jest nie tak – powiedział, również sięgając po swój kieliszek. Jego ręce już drżały. Dziwie się, że jeszcze jest w stanie powiedzieć cokolwiek co ma sens.
– Nie chcę cię obarczać moimi problemami – odpowiedziałem cicho. Odstawiłem szklany kielich i sięgnąłem do kieszeni bluzy po paczkę papierosów. Spojrzałem na niego pytająco, a on tylko pokręcił głową na ‘nie’ .
– Zaraz pewnie przyjdzie Uruha, a on nie lubi jak pachnę nikotyną – oznajmił, a ja westchnąłem i z powrotem schowałem paczuszkę.
– Dobrze wam się układa? – uśmiechną się nieznacznie, czekając na jego odpowiedź.
– Czemu cię to tak naglę interesuję? Ach!.. Już wiem. Sprawy sercowe? Już mi tu mów o co chodzi, albo osobiście cie uduszę. Nie wolno w sobie dusić takich rzeczy – posłał mi gniewne spojrzenie i ponownie sięgną po swój kieliszek.
– Ehh… Tylko nie mów nikomu, albo to ja cię uduszę – ostrzegłem go, co tylko wywołało na jego twarzy złośliwy uśmieszek – Ruki, ja teraz nie żartuję! Jeżeli komukolwiek powiesz to już nie żyjesz!
– Dobra, dobra. Będę milczał jak grób – odpowiedział, widocznie wiedząc, że nie ma ze mną żartów jak się naprawdę wścieknę.
– Kojarzysz może tego młodego chłopaka Bou? Tego z An Cafe – spojrzał na mnie zaciekawiony.
– Jak mogę go nie kojarzyć? Przecież to mój dobry znajomy – odrzekł, a ja wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Jak mogłem zapomnieć o tym, że Taka zna prawie wszystkich po fachu? Głupi ja…
– Zabrzmi to trochę irracjonalnie, ale on ma to coś… Pociąga mnie – wyszeptałem cicho, tak jakbym chciał aby nikt tego nie usłyszał. Mogę sobie go kochać, ale to nadal będzie dziwne i nie zrozumiałe dla innych. Potem tylko go zniesławię, albo co.
– Masz pecha kolego – blondyn wstał z kanapy i podszedł do mnie. Usiadł na moich kolanach i jak gdyby nigdy nic zaczął mi zdejmować bluzę. Widać, że znowu wypił za dużo. Musze się z tego wyplątać i jak najszybciej iść gdziekolwiek dalej od tego perwersyjnego maleństwa.
– Zostaw mnie do cholery! Ja ci się tu zwierzam a ty takie coś? Wiesz, że masz chłopaka? I w ogóle co miałeś namyśli mówiąc, że ‘mam pecha’? – zepchnąłem go z siebie, po czym odsunąłem się na drugi brzeg sofy.
– Jejku, nie znasz się na żartach – zachichotał i poprawił włosy, które całkowicie się potargały, po tym jak go odepchnąłem – Chodziło mi o to, że Bouś już ma swoją drugą połówkę. Kanon mi ostatnio wspominał coś o tym, że Miku i Saitou są razem. Teoretycznie to może być plotka, ale szczerze to kiedyś widziałem jak się obściskiwali na korytarzu. Bezwstydnicy jedni! Rozumiesz? Ludzie się na nich centralnie patrzą, a oni jak gdy nigdy nic zachowują się ja niewychowane nastolatki – chłopaka usiadł po ‘turecku’ i zabawnie przekręcił głowę w lewą stronę. Ruki zawsze jest taki uroczy i w ogóle, ale nie dorównuję nawet w najmniejszym stopniu przepięknemu gitarzyście zespołu An Cafe. Tak szczerze przyznam, że aż tak bardzo mnie nie zdziwiło to co powiedział. Przyjąłem to spokojnie, tylko dlatego, że przyswojony przeze mnie alkohol powoli zaczął wprowadzać mnie w stan potocznie zwanym ‘upiciem się’. Teraz już wiem czemu Saitou uciekł. Zapewne znalazł już sobie swoja bratnią duszę. Miku… To chyba ten co śpiewa u nich na wokalu. Nie znam go dobrze, jedynie kojarzę z widzenia, aczkolwiek za to, że podwędził mi ukochanego już go nienawidzę. Wychodzi na to, że nie mogę być z kimś kogo kocham. Czemu zawsze tak to się kończy? Przy takich układach zostanę starą panną z kotami. One jedyne ode mnie nie uciekną. Nie będą miały wyboru…
– Aoi jeżeli już pozbyłeś się wszelkich ograniczających twoją główkę problemów, to czy z łaski swojej mógłbyś mnie pocałować? Tak tylko trochę – wybełkotał Ruks, który w niewiadomy sposób ponownie znalazł się prawie, że na moich kolanach. Oblizał ponętnie usta i spojrzał na mnie kokieteryjnie.
– Za dużo alkoholu kochanie. Do zobaczenia! – wstałem z miejsca, i odszedłem zrezygnowany w kierunku wyjścia. Nacisnąłem klamkę, otwierając z rozmachem drzwi i w tym samym, momencie usłyszałem ciche ‘Ałł’. Wyrwany z zamyśleń podniosłem głowę do góry i zauważyłem we własnej osobie Saito’ego. Wyglądał na przygnębionego.
– Cześć – przywitał mnie beznamiętnym tonem głosu. Na jego szczupłej twarzyczce nie było tego słodkiego uśmiechu. Wyglądał na zakłopotanego i mogę nawet rzec zniesmaczonego moim widokiem. Nie dziwie mu się… Sam gdy patrzę w lustro jestem dosyć sceptycznie nastawiony na mój wygląd. To przez te włosy. Coś z nimi jest nie halo. Musze to koniecznie zmienić. No ale teraz nie o tym. Ja tu go przeprosić muszę, a nie przejmować się moimi kompleksami.
– Bou ja przepraszam za tamto… – zacząłem szeptem, ale on tylko parskną i spojrzał na mnie jakby z nienawiścią.
– Przepraszasz mnie? Wiesz trochę za późno na te przeprosiny. W ogóle co cię wtedy naszło? – spytał mrużąc oczy.
– Czy to ważne? – odpowiedziałem, wpatrując się prosto w jego cudne wielkie czarne oczy. Po co mam mu mówić, że jestem w nim zakochany, skoro ma już swojego ukochanego? Mógłby mnie jeszcze bardziej znienawidzić.
Jeżeli miałby taką szanse chciałbym zostać chociaż jego przyjacielem. Najlepszym. Na dobre i na złe. Być blisko jego ciała. Wdychać cudowną woń jego perfum. Dotykać. Cokolwiek, tylko żeby widzieć ten słodki uśmiech.
– Nie chcesz mówić to nie mów. Jest tam może Ruki? Chciałbym nim pogadać – spytał oschle, spoglądając w głąb apartamentu Takanoriego.
– Aoi wracaj mi tu! Jeszcze z tobą nie skończyłem! – do moich uszy doszedł krzyk blondyna. Zarumieniłem się i spuściłem głowę, zatrzaskując drzwi lewą nogą
– Jeśli chcesz wyjść cało, to ja bym radził ci tam teraz nie wchodzić. Znowu się upił – ostrzegłem go, a on tylko westchną i chciał już odejść. Pod wpływem impulsu złapałem go za szczupłą rękę i przyciągnąłem do siebie.
– C-co ty znowu robisz?! Zostaw mnie! – pisną cicho, próbował się wyrwać. Nie był super silną osobą, więc z łatwością udał mi się go utrzymać. Co tu teraz robić? Trzymam go wbrew woli. Nic na to nie poradzę, że najpierw robię, a potem myślę.
– Cicho cukiereczku, nic ci nie zrobię – wyszeptałem mu do ucha, zahaczając o nie językiem. Zaczął się jeszcze bardziej motać, a ja nadal nie wiedziałem co mam teraz robić. Czemu muszę być taki głupi?
– Aoi?! Co ty mu do cholery robisz! – usłyszałem głos Uruhy, zmierzającego zapewne do pokoju Ruki’ego. Spojrzałem na niego z zawstydzeniem i rozluźniłem uścisk. Bou w tym samym momencie wyrwał się i odskoczył ode mnie.
– Jesteś okropny! Zostaw mnie wreszcie w spokoju! – krzyknął ze łzami w oczach i pobiegł w kierunku tej samej windy co poprzedniego dnia. Upadłem na kolana i walnąłem pięściami o podłogę. Dlaczego? Dlaczego musi być tak a nie inaczej? Kochać znaczy dawać, a nie brać. Nigdy nie przestrzegałem tej zasady, dlatego właśnie wszystkie moje związki kończy się jednakowo. Porażką. Chcę się zmienić, tylko niech ktoś da mi na to szansę.
– Uspokój się Yuu. Wszystko będzie dobrze. Nie rozklejaj się teraz – usłyszałem cichy szept szatyna, który klękną obok mnie.
– Co tam się dzieję! Jeżeli tam jeszcze jesteś Aoi to wiedz, że mi się nie wywiniesz! Dopadnę cię jutro i już mi nie uciekniesz! – stłumiony przez ściany krzyk wokalisty rozbrzmiał po korytarzu. Kou spojrzał w stronę drzwi po czym posłał mi pytające spojrzenie.
– Upił się – opowiedziałem krótko. Uruś westchną i pogładził mnie czulę po głowię.
– Idź się połóż Aoi. Ja muszę iść do tego dzieciaka. Taki mały, a tyle zamieszania robi dookoła – szepnął mi do ucha i wszedł do pokoju blondynka. Wstałem z posadzki i otarłem łzy, które napłynęły mi do oczu. Usłyszałem rozbawiony głos mówiący coś takiego:
– Jej! Kochanie wreszcie przyszedłeś! Myślałem, że jednorożce cie zjadły! Nigdy więcej nie chodzi po tęczy be zemnie, dobrze? – mimowolnie się uśmiechnąłem wiedząc jak musi wyglądać teraz twarz gitarzysty. Jak maleństwo się upiję, to zaczyna szaleć i pleść głupoty. Ciekawe jak tych dwóch ze sobą wytrzymuje? Można by powiedzieć, że są swoimi przeciwieństwami, a jednak dogadują się tak dobrze. Zazdroszczę im tej miłości…
***
Kolejny dzień, przepełniony beznamiętną ciszą. Nie słyszałem tego śmiechu już tak długo. Gdzie on się ukrywa? Widziałem go ostatnio pryz basenie. Opalał się w seksownym, skąpym stroju. Jego ciało jest takie ponętne. Nie podszedłem do niego, bo nie chciałem aby jeszcze bardziej się na mnie wściekł. Znając moje rozumowanie, zrobiłbym coś głupiego. Nie chcę zachowywać się jak spragniony żądzy debil. Nie przy nim.
Stuk. Puk. Stuk. Puk. Kto tam? Czy mam otworzyć? Nie ma ochoty się z nikim widzieć, ale to by było niedojrzałe gdybym udał, że mnie nie ma. Wszystko jest taki trudne. Życie. Miłość. Praca. Zaczynam wariować przez to wszystko. Nie ważne.
– A-aoi, czy jesteś tam? – cichutki głosik wymówił moje imię. Dreszcz. Moment w którym wszystko się układa? Czy to już teraz? Tak szybko?
– Wejdź, jest otwarte – odkrzyknąłem podekscytowany. Do pokoiku hotelowego wszedł On. Jak zawsze idealnie umalowany z piękna fryzurą i w słodkich ciuszkach. Gdy tylko mnie zobaczył spuścił lekko głowę .
– Cześć – odezwał się pierwszy, wyraźnie speszony moim wzrokiem. Czy to moja wina, że nie mogę się powstrzymać od wpatrywania się jego cudne oczy? Jego cudne czarne oczy…
– Pięknie wyglądasz – odpowiedziałem na jego powitanie. Czemu ja mu to właściwie mówię? Nigdy mnie nie zachce. Zarumienił się i przymkną oczy. Widać, że jest przestraszony – Czemu zawdzięczam twoją wizytę – spytałam po chwili. Młody uśmiechał się, wiedząc, że nie zamierzam zrobić mu nic złego. Finezyjnymi ruchami podszedł w moją stronę i usiadł z gracja obok mnie na czerwonej sofie.
– Martwię się o ciebie. Ostano strasznie schudłeś i zrobiłeś się jakiś taki blady – szepną, bawiąc się frędzelkiem zwisającym z mojej szarej bluzy. Taki uroczy. Aż się prosi o to aby to pocałować.
– Nie martw się o mnie. Nic mi nie jest. Nie licząc złamanego serca – ostatnie zdanie wyszeptałem, ale musiał je usłyszeć, bo zabrał ręce i powrotem spuścił głowę.
– Wiesz o tym, że nie mogę z tobą być? Lubię cię, ale nie chce być dla ciebie nikim więc jak tylko przyjacielem. Wybacz mi Yuu – szepnął, a z moich oczu w tej samej chwili pociekły słone łzy. Co odzwierciedlały? Na pewno mój ból i rozpacz. Łudziłem się, że może w jakiś sposób uda mi się zdobyć jego serce. Sądziłem, że chociaż spróbuje mnie pokochać. Mój tok myślenia jest dosyć oryginalny, bo uważam, że takie rzeczy zawsze mogą skończyć się szczęśliwie. Nie jestem w bajce, więc wszystko na nic. Moje starania, próby okazywania uczuć. To szara rzeczywistość.
– Czemu mi to robisz Bou? Ja cię kocham – wymamrotałem, ocierając rękawem kryształowe kropelki. Gdzie moja tęcza? Ta która zawsze jest po deszczu… Mama mi mówiła, że po każdej ulewie niebo rozjaśnia się siedmioma kolorami, dając upust smutkowi. Ja tymczasem widzę jedynie błyskawicę i grzmoty.
– Wybacz mi…Mam już kogoś – nie wytrzymałem. Musiałem go przytulić. Chociażby po to aby poczuć blisko jego ciała. Usłyszeć to niespokojne bicie serca. Objąłem go ramionami. Nie protestował. Również mnie objął. Litował się nade mną, ale szczerzę to nie ważne. Chciałem go tylko dotknąć. Może i ten ostatni raz.
– Do zobaczenia Aoi – powiedział cicho, odrywając się ode mnie. Odszedł w stronę drzwi. Kołysał delikatnie biodrami. W prawo i w lewo. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Spływała wolno. Zawsze tak jest. Kiedy myślę, że wszystko będzie dobrze, kończy się to właśnie tak.
– Siemasz Bouś! Uch… Jak ty jesteś piękny, gdybyś nie miał chłopaka zaopiekowałbym się tobą – usłyszałem znajomy głos i westchnąłem. Znowu on. Kolejny człowiek, który pragnie zrujnować moje prawie idealne życie. Chyba mam magnes na takie osoby. Wziąłem jakiś koc leżący na oparciu i się nim zakryłem. Jak bezbronne dziecko, pozbawione ulubionej zabawki. Na marginesie to chyba tylko ja nie wiedziałem, że Saitou ma chłopaka… Zawsze ja się ostatni o wszystkim dowiaduję.
– Aoś! Gdzie ty się tam ukrywasz? Nawet się ze mną nie przywitasz? – chłopak brutalnie zdarł ze mnie okrycie i usiadł mi na kolanach, łapiąc w pasie. Pocałował mnie w czoło i standardowo się uśmiechną.
– Myv co ty znowu odwalasz? Nie jestem w nastroju – odpowiedziałem i z powrotem schowałem się pod koc, wcześniej zrzucając z kolan Takamase. Usłyszałem jego ciche westchnięcie. Już po chwili wpełzł po materiał i położył głowę na moich kolanach.
– Ojejku, co się stało? Jesteś strasznie smutny – szepną, widząc moje łzy. Czemu płakałem? Bo ten głupek przypominał mi mojego małego Bou. Jego uśmiech prawie dorównywał uśmiechowi blondynka. Tacy podobni, a jednak różni.
– Czemu życie jest takie beznadziejne? – spytałem go. Jego twarz przybrała wyraz zmieszania. Jako, że położył głowę na moich kolanach, już po chwili wylądowało na niej kilka kropel słonych łez. Wszystko jest takie szare. Nie mogę kochać, bo nie mam kogo.
– Coś za bardzo dramatyzujesz – zachichotał i otarł z policzków kryształowe krople.
– Co ty możesz wiedzieć o problemach miłosnych…Jesteś zawsze taki super radosny – powiedziałem, a w tej samej chwili Mev gwałtownie podniósł głowę i pocałował mnie prosto w usta. Nie protestowałem. Potrzebowałem czułości, choćby i od niego. Rozchyliłem lekko wargi i w tej samej chwili chłopak wepchną mi język do ust. Dokładnie penetrował moją jamę ustną. Nasza pozycja szybko się zmieniła w taki sposób, że ja leżałem na kanapie, a on okrakiem na moich biodrach. Pocałunek trwał nieprzerwanie. Nasze języki ocierały się o siebie nawzajem, spawając, że mogłem idealnie poczuć smak czegoś słodkiego. Czekolada. Tak on ją tak bardzo wielbi.
Oderwaliśmy się od siebie nieśpiesznie. Zaczerpnąłem głęboki oddech i spojrzałem na niego. Uśmiechał się słodko i przekręcał zabawnie głowę w lewa stronę.
– Nie znam się na sprawach miłosnych? – spytał podnosząc jedną brew do góry.
– Przestań! Co cię napadło?! – warknąłem i wstałem z sofy. Skierowałem się w kierunku dużego łóżka i wskoczyłem na nie, dokładnie okrywając się kołdrą w białej poszewce.
– No co ty? Gdzie jest mój kochany Yuu, który ma wszystko gdzieś? –westchną, i równie szybko co ja znalazł się na materacu. Czułem na twarzy jego gorący oddech. Psuć każdy potrafi, ale żeby potem naprawić to nie ma kto. Weźmy na przykład takiego Myva. Robi każdemu nadzieję, a potem odchodzi jak gdyby nigdy nic. Pamiętam jak Maya przychodził do mnie wypłakiwać się po tym jak ten szajbus go zostawił. Ten człowiek ma trudny charakter…
– Powiedz mi – jak ty to robisz, ze zawsze jesteś zadowolony ze wszystkiego? – naplotłem na palec kosmyk jego włosów. One są takie piękne. Tęczowe.
– Cieszę się z każdej minuty życia, nie zważając na to co się stanie – wyszeptał prostu do mojego ucha. Jego ręce oplotły mój tors. Zaczął delikatnie całować mnie po twarzy, zjeżdżając na szyję, gdzie zostawił kilka małych czerwonych punkcików. Włożył rękę pod moje ubranie i lekko przejechał swoimi smukłymi palcami po karku. Podrapał mnie czule po plecach, sprawiając, że moje ciało zaczęło dziwnie reagować. Powoli wchodziłem w stan zwany podnieceniem.
– C-co ty niby robisz – zapytałem, powstrzymując ciche westchnienia.
– Dzielę się z tobą jedną z najlepszych chwil – odparł i uśmiechną się ciepło. Nawet nie wiem kiedy udało mu się zsunąć ze mnie bluzkę. Ponownie pocałował mnie w policzek, zjeżdżając coraz niżej i niżej. Zataczał językiem skomplikowane wzory, pozostawiając na mnie swoja ślinę. . Mógłbym go poprosić aby przestał, ale tego nie zrobię, bo chcę tego, można nawet powiedzieć, że pragnę. `
– P-pójdę zamknąć drzwi – wyjęczałem, czując jak jego ręka ociera się o moje krocze. Skiną lekko głową i mnie puścił. Wstałem i prawie nagi ruszyłem w kierunku wejścia do pokoju. Przekręciłem malutki kluczyk w zamku i westchnąłem. Chcę się trochę od stresować, ale nie wiem czy to najlepszy pomysł aby zrobić to akurat z nim. Nie boje się tego co będzie teraz, ale obawiam się tego co będzie potem. Za tydzień, za dwa… Chwilowo może i będzie ‘fajnie’ ale kto potem będzie leczył moje złamane serce? Spojrzałem w kierunku Takamasy. Leżał prawię rozebrany wśród swoich ciuchów, podpierając głowę rękami i wymachują nogami w powietrzu. Patrzał na mnie bez krępacji. Na moje roznegliżowane ciało. Pożerał wzrokiem każdą jego część. Zarumieniłem się lekko i spuściłem głowę. Usłyszałem cichy chichot.
– Nie znałem ci od tej strony Aoś. Zawsze myślałem, że nie wstydzisz się niczego, a tu taka niespodzianka. Nie martw się przecież to tylko ja – twój wkurzający Mev – ruchem ręki przywołał mnie do siebie. Wróciłem na posłanie i nie musiałem czekać długo na to aby moje spodnie razem z bokserkami zostały bestialsko zdjęte z nóg. Ręce solisty zaczęły obmacywać moją męskość, sprawiając, że z moich ust wydobywał się jęki zadowolenia. Krew zaczęła spływać do przyrodzenia, sprawiając, że szybko stanęła na baczność. Nawet nie musiał starać. To taki zawstydzające. Najgorsze jest to, ze jeszcze nigdy nie robiłem tego z chłopakiem. Wszystkie moje związki kończyły się na słodkich słówkach i pocałunkach, ale nigdy na intymnym zbliżeniu. Dopiero teraz, tak naglę znalazłem kogoś komu mogę…zaufać? Co ja mówię, na tym człowieku nie da się polegać, zbyt łatwo się rozprasza. Chodzi mi raczej o to, że wydaje mi się kimś więcej niż przyjacielem, ale kimś mniej niż kochankiem. Jest tak pomiędzy. Moje uczucia w stosunku do jego osoby są strasznie skomplikowane. Nie wiem kim on właściwie dla mnie jest. Nie czuje do niego takiego pociągu jak do Bou, ale kiedy jest blisko potrafi sprawić, że moje zmysły szaleją. Sam już nie wiem.
– Kochanie nie śpij bo cię ukradną, a ja lubię bawić się w złodzieja – pogładził moje podbrzusze, sprawiając, że przeszedł mnie przyjemny dreszcz. On wszystko umie obróci w żart.
– Czemu ty właściwie chcesz to ze mną zrobić? – spytałem ściszonym głosem.
– Bo jesteś dla mnie kimś ważnym, czy to wystarczy? – padła odpowiedzi, a ja oniemiałem. Co to niby ma znaczyć? Podkochuję się we mnie czy, że jak?
– O czym ty mówisz? – wymruczałem czując, jak jego język dotyka czubka mojej męskości. Ponownie przeszedł mnie dreszcz.
– Kocham cię – odrzekł i obdarzył mnie zachęcającym spojrzeniem, po czym wziął do ust moje przyrodzenie. Zacisną na nim mocno wargi, sprawiając, że głośno jęknąłem. Tak mi dobrze. Zaczął wolno poruszać głową, biorąc mnie coraz głębiej. Cały czas patrzył mi prosto w oczy, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Moje całe ciało przechodziły dreszcze. Nie musiał długo mnie pieścić, ponieważ jestem dosyć wyczulony na takie rzeczy. Chłopak widocznie czując, że jestem już blisko, zwolnił ruchy głowy. Chciał mnie zdenerwować, przecież to wiem. Nieświadomie wypychałem biodra w przód tylko po to aby móc doznać więcej przyjemności. Spojrzałem w jego oczy. Czaiła się w nich to irytująca iskierka, obwieszczająca, że to będzie długi wieczór, a może nawet i noc.
– Co jest z Tobą? No dalej! – wyjęczałem, czekają, aż z łaski swojej z powrotem weźmie się do roboty. Nie musiałem czekać długo na jego reakcje, ponieważ już po chwili zaczął ssać i delikatnie podgryzać mojego członka. Tym razem nawet nie zdarzył drugi raz przerwać, bo od razu wytrysnąłem prosto w jego usta. Zarumieniłem się i odwróciłem od niego wzrok.
– W-wybacz – szepnąłem, nabierając coraz widoczniejszych rumieńców.
– Aośu za ty mnie niby przepraszasz? Taka sperma to lepsza niż krem* – uśmiechną się ciepło, wcześniej połknąwszy ciecz.
– Och…w takim razie nie przepraszam – odpowiedziałem, próbując wyrównać przyśpieszony oddech. Chłopak położył podbródek na moim brzuchu.. W jego kąciku ust, było jeszcze trochę białej substancji. Otarłem ją palcem, po czym wziąłem do ust. Chciałem spróbować go sprowokować. Tak chociaż trochę.
– Mhm…Odwrócisz się? – spytał, a na jego twarz wdarł się szeroki uśmieszek. Tak, właśnie o to mi chodziło. Jakoś tak nagle zrobiło się ciekawie. Ciekawy czy jakbym teraz trochę się z nim podroczył to potem byłby dla mnie ostrzejszy? Warto zaryzykować, głównie dla tego, że mam ochotę na coś mocnego. Matko, jeszcze się okaże, że ja jestem jakimś masochistą, czy czymś takim. Dobra, nie ważne. Eh… Wiem co zrobię. Oryginalny pomysł ukrycia się pod kołdrą zawsze działa. Zresztą tak mi się wydaję, bo nigdy nie próbowałem. Powolutku cofnąłem się w kierunku materiału, którym chciałem się okryć, ale w tej samej chwili poczułem jak chłopak łapię mnie za rękę.
-Gdzie ty się wybierasz, co? Ja się za tobą nie będę ganiał po całym łóżku. Ja na to za stary jestem. – przygniótł całym swoim ciężarem, rozsiadając się na moich biodrach. Jęknąłem cicho gdy tylko poczułem jak jego ręka zawędrowała w okolice moich pośladków. Muskał opuszkami palców wrażliwą skórę, doprowadzając mnie do szaleństwa. Nie wiem gdzie on się tego nauczył, ale podoba mi się gdy tak robi.
– Ty…ty…ty…co ty robisz? Zresztą nie ważne, rób to szybciej – mruknąłem czując, jak jego palec powoli zagłębia się w moje wnętrze. Tak na marginesie, żeby nie było powiem, że wcześniej dokładnie go obślinił.
– Nie masz czasami takiego wrażenie, że wszystko ta jest zwykły sen? – spytał nagle, nie przestając mnie pieścić. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć włożył we mnie drugi palec, patrząc mi prosto w oczy. Jęknąłem cicho, ale starałem się udawać, że to nic takiego. Po co mam pokazywać, że jestem łatwy do podniecenia? Potem będzie mi dokuczał z tego powodu, a tego raczej nie chcę.
– Ja-jak dla mnie to koszmar – odparłem spokojnie, przymykając oczy. Chłopak zaczął wolno poruszać palcami. Ziewną przy tym przeciągle, a z jego oczu poleciało kilka łez oznajmiających zmęczenie. Spojrzałem na niego ze zdziwieniem – Mev czy ciebie to aż tak nudzi? – zadałem pytanie, nieco przygnębiony faktem, iż nie mogę dostarczyć mu odpowiednich wrażeń, które sprawiłyby, że nigdy nie zapomniałby tej nocy. Widocznie nie jestem dla niego wystarczająco dobry…
– Co? Ach, nie… Jestem okropnie zmęczony. Mam teraz do groma prób, tak jak zazwyczaj to bywa przed koncertami. Wybacz, już nie będę się tak zachowywać – szepnął i drugą ręką pogładził skórę na moich udach. Zadrżałem i odchyliłem głowę do tyłu. Nadal będąc w moim ciele, przekręcił mnie na brzuch po czym położył się na moich plecach. Jak on to zrobił? Nie wiem, bo akurat miałem zamknięte oczy. Wyją ze mnie palce i szybkim ruchem podłożył mi pod brzuch poduszkę.
– Miyavi weź się już nie obijaj i działaj, bo podnieci łato było, ale żeby teraz zaspokoić to nie ma kto – wymruczałem, niespokojnie poruszając biodrami.
– Co ci się tak spiesz, co? Jest dopiero dwudziesta pierwsza godzina – szepnął, ale spełnił moją prośbę i już po chwili wszedł we mnie. Nie jest najsubtelniejszą osobą, ale w końcu o to mi chodziło czyż nie?
– Słabo ci to idzie – jęknąłem, próbując go jeszcze bardziej zirytować. Niech wie, że ja nie dam się zaspokoić kilkoma pchnięciami. Mimo to, że jest w tym trochę prawdy. No, w każdym razie nie musi wiedzieć.
Usłyszałem ciche prychnięcie, a już po chwili poczułem fale rozkoszy obejmującą całe moje ciało. Jego ruchy stały się pewne i mogę nawet powiedzieć, że bardziej brutalne, niż bym tego chciał. Nawet nie próbowałem powstrzymać krzyków wydobywających się z moich ust. Odbijały się echem po pokoju, tylko po to aby zaraz potem zamilknąć. Czułem jak chłopak wbija się w moje ciało coraz agresywniej. Bolało, ale to właśnie było najlepsze. Mogłem zapomnieć o wszystkim i rozkoszować się tym wspaniałym uczuciem, które wypełniało mnie całego.
– Mocniej… Proszę – wymruczałem, czując niedosyt. Nigdy nie sądziłem, że takie coś mi się spodoba. Wspaniale. Teraz do szczęścia brakuje mi tylko kogoś kogo będę mógł pokochać.
– Chyba sobie … ża-rtujesz? Jesteś… za ciasny na takie coś – wysapał z przerywnikami. Jak zawsze to ze mną jest coś nie tak. Wiem, że coś jest nie tak z moją fryzurą, ale przecież reszta jest chyba w porządku. Jestem najładniejszy z naszego zespołu, więc nikt mi nie wmówi, że jestem brzydki. Nawet fani to potwierdzą.
– Myv, b-bo jeszcze po-myślę s…sobie, że po – po prostu boisz się sprawić mi trochę b-bólu – jęknąłem głośno i pokręciłem biodrami, domagając się więcej.
– Tylko, że to prawda – odpowiedział o dziwno spokojnie i właśnie w tym samym czasie doszedł w moim wnętrzu. Poczułem jak po moich udach stróżkami spływa gorąca substancja. Zmęczony chłopak opadł na miejsce obok mnie i zaczerpnął głęboki oddech – Jesteś wspaniały Yuu – wyszeptał, całując mnie w kark. Westchnąłem cicho i przewróciłem się na plecy.
– Dzięki, ty też jesteś niezły – wydyszałem, próbując wyrównać przyspieszony oddech.
– Kocham cię – właśnie te słowa przerwały ciszę, która powoli stawała się uciążliwa. Zadrżałem i spojrzałem na chłopaka, on zaś wpatrywał się w biały sufit, zupełnie jakby rzecz, którą mi przed chwilą oznajmił nic nie znaczyła.
– Przestań to powtarzać. Przecież wiem, że nie mówisz tego szczerzę – odrzekłem z obojętnością i przymknąłem oczy. Tu zawsze było gorąco, ale teraz jest jak w piecu. Od kiedy niby ta temperatura się tak zmieniła? Zaczęli palić w piecach, czy, ze jak? Jest środek lata do cholery.
– Czemu sugerujesz, że kłamię? – spytał, spoglądając na mnie. Na jego czole nadal było widać kropelki potu, które wolno spływały na rumiane policzki.
– Bo pamiętam jak potraktowałeś Maye. Wiedziałeś, że on do mnie przychodził się wypłakiwać? Powiedział, że wywaliłeś go z domu jak psa – odpowiedziałem pogardliwie. Miyavi podkurczył nogi i schował głowę w kolanach.
– Wspominał o czymś jeszcze? – spytał cicho szlochając. Co znowu nie tak? Stwierdziłem tylko przykre fakty, a on zaczął ryczeć, zupełnie jakbym powiedział, że umarł ktoś bliski jego osobie. Nic już nie rozumiem.
– Nie – odpowiedziałem krótko i złapałem go za ramię – Cicho, już dobrze. Nie płacz Mev. Ile ty masz lat, pięć? Przecież nic się nie stało – wyszeptałem, próbując go uspokoić. Szloch przerodził się w głośny płacz. Łzy lały się litrami z jego czarnych oczu, sprawiając, że zrobiły się szkliste.
– On-n mi nisz-niszczy życie – powiedział dosyć niewyraźnie – Czy, czy w-wiesz cz-czemu go wyrzuciłem z d-domu? – zadał pytanie i podniósł głowę do góry, spoglądając w moje oczy.
– Nie wiem – odrzekłem lakonicznie, nadal trzymając dłoń na jego ramieniu. Drugą ręką obejmowałem go w tali.
– Miku – odparł krótko i zaczął jeszcze głośniej płakać.
– Miku z An Cafe? – spytałem zdziwiony – No i co z nim?
– Maya się z nim przespał i to jeszcze w naszym mieszkaniu. Rozumiesz? W naszym wspólnym łóżku, które kupowałem z myślą o nas. Jak ja niby miałem mu w oczy spojrzeć, co? Wyrzuciłem ich z domu obu. Potem jeszcze ten przeklęty Ahikaru błagał mnie na kolanach żebym nic nie mówił Bou. Nawet nie zamierzałem tego zrobić i to z jednego powodu – nie chciałem niszczyć Saito’emu życia. Czemu niby przez to, że ta niewdzięczna świnia sypia z innymi na boku, akurat to on ma cierpieć. Dopóki się nie dowie wszystko będzie dobrze. Niewiedza jest o wiele lepsza. Wiesz jaki on jest wrażliwy prawda? – wyszlochał, a mnie dosłownie zatkało. Maya zdradził Miyaviego? Ale… ale jak to? Przecież przed nami robił z siebie wielkiego męczennika, a tak naprawdę to on był wszystkiemu winny? Cała jego opowieść o tym jak to Takamasa na niego nawrzeszczał i mało tego pobił, była wyssana z palca? Wiem, że równie dobrze to Mev może kłamać, ale jakoś mi to do niego nie pasuje. Jeszcze nigdy mnie nie okłamał. Zaraz… Czyli jeśli nie ma w zwyczaju mówić nie prawdy to może i z tym, że mnie kocha to prawda? Nie wiem już w co mam wierzyć, ale zdaje mi się, że powinienem chociaż spróbować odwzajemnić jego uczucia. W końcu to ja narobiłem mu nadziei.
– Przestań ryczeć i mnie posłuchaj. Ja nie wiem czy cię kocham, ale chcę się tego dowiedzieć, więc na chwile obecną możemy zostać… mhm… parą – szepnąłem mu do ucha i przyciągnąłem do siebie. Wydaje się być człowiekiem opanowanym i spokojnym, ale jak przyjdzie co do czego to okropnie się rozkleja. Ma humorki zupełnie jak kobieta w ciąży. Taki chłopak to tylko samo problem będzie przynosił, no ale czemu mam niby nie spróbować. Jeśli zdarzyłem już się z nim przespać to nic gorszego mnie nie spotka. Prawda?
– Jejku! Dziękuje, dziękuje, dziękuję! – wrzasnął i rzucił mi się na szyję. Obcałował chyba moją całą twarz, przy okazji ją również obśliniając. Tak… Uroczy jest – Tylko nie mów Bouśowi o tym całym zajściu z Mayą, dobrze? – spytał po chwili. Zawahałem się, ale i tak pokręciłem głowa na ‘tak’. Ja nie mam serca mówić tej delikatnej istotce o takich rzeczach. Niech zrobi to ktoś inny. Na pewno nie ja.
– Czyli teraz jesteśmy razem, tak? – zadał pytanie, a ja przytaknąłem – Poczekaj chwilkę – chłopak sięgnął po swoje spodnie z których wyjął komórkę. Usiadł ‘po turecku’ i wybrał jakiś numer. Wziął na głośno mówiący i już po chwili usłyszałem kobiecy głosik.
– Halo? Czy to ty kochanie? – sądząc po głosie kobieta mogła mieć około pięćdziesięciu lat.
– Mamusia? Tak to ja Taka. Pamiętasz jak wczoraj kazałaś mi sobie kogoś znaleźć? Wiesz, posłuchałem twojej rady – Mev powiedział do słuchawki, leżącej teraz na łóżku. Czyli to jest mama Miyaviego? Czy to dziecko szczęścia zamierza powiedzieć o nas swoim rodzicom? Wiem, że on nie do końca kontaktuję z rzeczywistością, ale czasem to już przesadza. Nie mam nic przeciwko temu, że chce się pochwalić, ale no jakoś to mi się to tak trochę nie podoba.
– Co?! Wiesz jak się cieszę? Powiedz, ładna jest? Czy ma bogatych rodziców? Umie gotować? Zadba o ciebie należycie? – zachwycona matka zaczęła zadawać multum pytań, na które widocznie chłopak nie potrafił odpowiedzieć, więc uśmiechną się wrednie i spojrzał na mnie.
– Sama go zapytaj – odrzekł po chwili i podsuną mi pod nos telefon.
– Kochanie, chyba mi nie powiesz, ze to kolejny chłopak, prawda? Znowu będziesz mi wył do słuchawki, tak jak wtedy gdy ten cały super Maya zostawił cię na pastwę losu? – kobieta westchnęła ciężko.
– Halo? D-dzień dobry – zacząłem drżącym głosem.
– Ach! Czy to ty jesteś tą nową zdobyczą mojego synka? Jak się nazywasz kochanie?
– Yuu proszę pani – spojrzałem na chłopaka, który szeroko się uśmiechał.
– Powiedz – umiesz gotować? – spytała po chwili ciszy.
– Eh… Tak troszeczkę. Mój kolega z zespoły na pewno mnie nauczy coś tam pichcić, jeśli go poproszę. Jest wspaniałym kucharzem – odpowiedziałem, przypominając sobie ten pyszny tort czekoladowy, który Kai upiekł dwa tygodnie temu. Nie dość, że jest wspaniałym liderem, to jeszcze umie doskonale gotować. Też bym chciał mieć tak dużo talentów co on.
– Jesteś ładny?
– Czy jestem ładny? Um… no chyba tak. Nie wiem. Dla siebie zawsze będę najpiękniejszy – zarumieniłem się lekko. Do moich uszu doszedł cichy chichot chłopaka, który próbował powstrzymać śmiech. Co w tym śmiesznego? To prawda.
– Tak poza tym to umiesz zaopiekować się moim ukochanym synkiem? Jest okropnie roztrzepany i ciągle potrzebuje kogoś kto się nim zajmie.
– Maaaaamo! Wstyd mi robisz – Mev zawył do słuchawki i przewrócił oczami – Przyjedziemy do was w niedzielę na obiad, to zdążysz się go wypytać o wszystkie rzeczy. Na razie muszę kończyć bo mam… Eee… słabą baterię. Tak właśnie. Telefon mi siada. Do zobaczenia – pożegnał się i rozłączył. Na jego policzkach pojawiły się widoczne wypieki. Czyżby się zawstydził? Jakież to uroczę – Em… Wybacz mi skarbię za mamusię. Jest strasznie ciekawska, jak to kobieta.
– Spoko, przecież to normalne – odrzekłem i uśmiechałem się – Tak na marginesie, to czy zamierzałeś mnie jakoś uprzedzić, że wybieramy się do twoich rodziców? – spytałem po chwili i podniosłem jedna brew do góry.
– Nie. Wmówiłbym ci, że idziemy do kina na randkę – zachichotał i pocałował mnie w policzek. Zaraz potem jakby zahipnotyzowany zaczął wpatrywać się w moje włosy. Wziął do reki jeden kosmyk i dokładnie go obejrzał – Coś jest nie tak z twoją fryzurą – oznajmił po chwili. Jakbym tego nie wiedział.
– Tylko co? – westchnąłem i spojrzałem na niego wyczekująco.
– Jest nudna. Przefarbuj się na różowo. Będzie ci do twarzy – uśmiechną się i ziewną przeciągłe. Co? Że niby róż? W sumie to nie taki głupi pomysł. W każdym razie jak na Takamase. Przecież on sam ma włosy w kilkunastu różnych kolorach. Można by go porównać do tęczy, która rozjaśnia niebo kolorowym łukiem. To nawet nie takie głupie porównanie. Moja tęcza. Ta sama, która pojawia się po deszczu…

***
*Mówi się, że sperma ma działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające, ponadto poprawia koloryt skóry i powoduje lepsze ukrwienie, oraz zwalcza problem popękanych naczynek.
***
Kuro Yoru ~